poniedziałek, 12 października 2015

650 wyświetleń

Moi koffani ♥♥♥♥♥ Bardzo dziękuję, że jeszcze tu wchodzicie, mimo, że już dawno nic nie pisałam. Chciałam zobaczyć, czy są tu jakieś komentarze, i okazało się, że już równo 652 wyświetlenia. Naprawdę, nie wiecie, jak się cieszę, że tu wchodziliście♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Mam nadzieję, że nie zasmuci was fakt, że zamykam tego bloga. Chciałabym tylko wam powiedzieć, że mam nowego bloga na koncie wspólnym z moją najukochańszą przyjaciółką Julą. Narazie postów jeszcze nie ma, ale niedługo zaczniemy pisać. 
Akcja rozgrywa się w XIX wieku. Główna bohaterka, Emilie, jest dwórką na zamku 35 letniego cesarza Francji, Napoleona. Życie toczy się spokojnie, dopóki...
A co dopóki to dowiecie się, jak zajrzycie.
Wasza koffffffająca was całym sercem
Emily Snape alias Emilia alias Po Prostu Żona Snape'a alias Ja
Żegnajcie

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 19

Ten rozdział dedykuję mojej nauczycielce polskiego, pani Okońskiej, którą bardzo lubię i bardzo bym chciała, by czytała mojego bloga. Bardzo dziękuję też moim przyjaciółkom, zwłaszcza Gosi i Mary, które twierdzą, że jestem wariatką i mówią "Emilia, twój mąż jest głupi, brzydki i nie myje głowy. Przestań się w nim bujać!". Dziękuję im, ponieważ zrozumiałam przez to, jak ważne jest to, żeby mieć własne zdanie i nie zmieniać go ze względu na wszystko. Dziękuję też Kasi. Kiedy zapytałam ją, w którym domu powinnam być stwierdziła "W Slytherinie, ponieważ nikt nie kocha Snape'a bardziej niż ty.", choć miałam nadzieję, że powie o Gryffindorze. And now: last but not least, czyli dziękuję też Klarze, która zachwala desery mojej mamy.


Ja i Luna poszłyśmy na lekcję eliksirów. Usiadłyśmy w trzeciej ławce. Kiedy Snape wchodził do sali, jego peleryna łopotała za nim jak skrzydła nietoperza. To tak pięknie i romantycznie wygląda. Czy ktoś widział równie przystojną osobę? Zaraz potem rozpoczęło się przepytywanie. Odpowiadałam jako szósta.
-Jaki jest najważniejszy składnik w eliksirze Wiggenowym?
-W eliksirach wszystkie składniki są równie ważne. Jednakże poprawną odpowiedzią na pańskie pytanie będzie kora drzewa Wiggen.
Postanowiłam dowiedzieć się co o mnie myśli. Trochę legilimencji nie zaszkodzi.
'Głupia szlama będzie mi się tu wymądrzać.' Postanowiłam uciąć sobie z nim telepatyczną pogawędkę.
-Ja jestem czarownicą czystej krwi z przeczystego rodu Black'ów. Nie życzę sobie, by o mnie źle mówiono.-odpowiedziałam mu i w takim tępię jak on wpada na lekcję, ja wyszłam z sali.
-Masz szlaban u mnie o 19.00!-zdążył wykrzyknąć
-Luna patrzyła na moje wyjście z podziwem. O matko! Szlaban! Tym razem zachowam się poprawnie i z godnością jak na czarownicę przystało. Zmieniłam wygląd włosów na taki, jaki miała Luna. Zawsze uważałam, że jest śliczna. Korytarzem przechodził Malfoy ze swoimi gorylami.
-Słyszeliście, że Voldemort kazał wujowi Snape wykraść miecz Gryffindora i go przynieść?
Malfoy też jest zabójczo przystojny. I taki...Z przemyśleń wyrwał mnie jego głos.
-O patrzcie! Szlama zmieniająca domy!
-Wyobraź sobie, że nie szlama, tylko pełnokrwista czarownica, ze starożytnego rodu Black'ów.-poszłam sobie
Kilka godzin później poszłam porozmawiać z Jęczącą Martą. Ja jedyna ją lubiłam. Wcale nie uważałam, że jest brzydka, nawet przeciwnie, uważałam ją za ładną.
-Witaj Marto!-powiedziałam, kiedy weszłam do toalety
-Cześć.
Nagle usłyszałam odbijające się zaklęcia.
-Co tu się dzieje?-spytałam
-Chłopcy się biją.
Wyciągnęłam różdżkę i pobiegłam za ich głosami.
-Potter przestań! Potter przestań natychmiast!-wykrzyknęłam
Harry mnie nie słuchał :(. Nagle zobaczyłam, z kim pojedynkuje się Harry.
-Sectumsempra!-powiedział Potter
Kiedy zaklęcie trafiło Dracon'a (w którym się zauroczyłam) postanowiłam wkroczyć do akcji.
-Expelliarmus!-wytrąciłam i złapałam różdżkę Harrego
Podbiegłam do Malfoy'a. Uklękłam nad nim.
-Vulnera Sanantur vulnera sanantur  vulnera sanantur.-wymawiałam, póki nie zagoiły się rany przystojnego chłopca
Draco ciągle leżał nieprzytomny na moich kolanach. Chwyciłam za kołnież Harry'ego i przyciągnęłam  go do siebie.
-Słuchaj no uważnie co ci powiem. Malfoy jest najprzystojniejszy  w szkole i do tego w moim wieku. Więc radzę ci nie zepsuć jego twarzyczki, bo srogo za to zapłacisz.-powiedziałam cicho
Nagle do łazienki wpadł Snape.
-Co tu się dzieje?-zapytał chłodno
-Ciekawe, Emily użyła tych samych słów gdy tu weszła...-powiedziała Marta, choć nikt jej nie słuchał
-Co po niektórzy nie wiedzą, kiedy stosować zaklęcie Sectumsempra. Jeszcze chwila, a Draco by się wykrwawił.
-Taaak. Emily go uratowała jakimśtam zaklęciem.
Severus spojrzał na mnie pytająco.
-Vulnera Sanantur.-odpowiedziałam

Szłam opustoszałym korytarzem do lochów. Głupi szlaban. Ale było warto. Nie mam nic do mugoli, ale niech wie, że ja jestem czarodziejem. Zapukałam. Usłyszałam warknięcie, które prawdopodobnie było zaproszeniem. Zauważyłam, że w kącie stoi gablota z mieczem Gryffindora. Już go znalazł! Nieprawdopodobne. A jednak nie oddał go Voldemortowi. Może jednak nie jest zły! Podeszłam do niego w podskokach i przytuliłam tak, jak dobrego przyjaciela, z którym mamy iść na koncert ulubionego zespołu. Nagle na moich ustach pojawił się wielki uśmiech. Byłam szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Szczęśliwa jak nigdy. Pewna wiadomość trafiła mnie jak grom z jasnego nieba. To był ktoś, kogo chciałam przytulać.
-Wysłać sowę do świętego Munga? Czy kompletnie ci się w głowie poprzewracało? Do nauczyciela się przytulasz?! Idź do Longbottoma albo Pottera! Oni w przeciwieństwie do mnie byliby zachwyceni!-zaczął na mnie krzyczeć, co wywołało jeszcze większy uśmiech
-Profesorze, to gnębiwtrysk wleciał mi do ucha i pomieszał w głowie.-powiedziałam-One to często robią.-dodałam z poważną miną
-Gnębi-co? Pod ścianą masz kociołek, tu książka i masz uwarzyć eliksir żywej śmierci.
-Dobrze.
Wow! Tego to się nie spodziewałam. Myślałam, że będę czyścić kociołki, a tu warzenie eliksirów. Toż to nagroda, a nie kara! Zaczęłam gotować. Kiedy tak mieszałam, moje myśli popłynęły w stronę Snape'a. Nie wiem, dlaczego wszyscy uważają, że jest brzydki. Nie, żebym się znała, ale moim zdaniem jest zabójczo przystojny. Gdybym mogła tam podejść, odgarnąć mu z twarzy te kosmyki opadające z nieładem na oczy. Tak, oczy. Spojrzałam mu w jego piękne, czarne oczy i utopiłam się w nich. 
-Skup się na mieszaniu, a nie gapisz się jak sroka w gnat. Ściany nie widziałaś! Ech... zupełnie jakbym rozmawiał z Lovegood.
-Już skończyłam.-odpowiedziałam opanowanie
Sprawdził konsystencję, zapach i wszystko inne.
-Pierwszoroczny puchon wykonałby to zadanie lepiej. Jednakże nie jest aż tak źle, jak się spodziewałem.
-Dziękuję, profesorze.-uśmiechnęłam się promiennie i spojrzałam mu w oczy
-Z czego się cieszysz, wariatko?-zapytał z tym samym wyrazem twarzy co zawsze, jednak teraz widać było, że jest zdziwiony
-Ze słów krytyki.-powiedziałam, uśmiechając się tak, że pojawiły mi się dołeczki w policzkach
-Chyba nie liczyłaś na pochwałę?
-Nie, wiedziałąm, że poszło mi źle.
-Kolejny szlaban jutro o 18.00
-Dobrze. Do widzenia, profesorze.

Byłam już wykąpana i leżałam w łóżku czytając Władcę Pierścieni. Inne dziewczyny już spały, ale nie ja. Lubiłam czytać do późna. Nagle niebo za oknem zrobiło się czarne. Ryknęły pioruny. Wydawało mi się, że śmierciożercy chcą zburzyć zamek. Przeraziłam się. Byłam cały czas w mundurku. Miałam rozpuszczone włosy, które teraz były ciemnobrązowe. Nagle wszystkie światła zgasły. Ściskając książkę wybiegłam z sypialni i pokoju wspólnego. Miałam zamknięte oczy ze strachu. Biegłam na oślep. Uderzyłam głową w ostry róg ściany. Poczułam straszny ból, jakby pękła mi głowa. Poczułam, że krew zpływa mi po twarzy. Otworzyłam jakieś drzwi, potem kolejne i na końcu jeszcze jedne, mniejsze. Weszłam do malutkiego pomieszczenia, które było bardzo małe, tak małe, że ledwo się w nim mieściłam. Poczułam przyjemne łaskotanie. Zrobiło mi się zimno. Pociągnęłam za jedną ze zwisających łaskoczących rzeczy. Przykryłam się materiałem, który znalazł się w mojej ręce. Nie miałam zakładki, więc trzymałam w książce palec, by pamiętać, gdzie skończyłam. Zasnęłam.

                                         *****zmiana*narracji*****
Wszedłem do komnaty. Podszedłem do szafy. Kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem skuloną postać przykrytą moją peleryną. Miała całą zakrwawioną twarz. Boże święty. Skąd się tutaj wzięła Emily?! Dlaczego miała zakrwawioną twarz?! UMARŁA?! Stwierdziłem, że oddycha. Wziąłem ją na ręce. Podszedłem do łóżka i położyłem ją na nim. Popatrzyłem na nią. No  tak, krew! Wziąłem malutki ręczniczek, namoczyłem go i przetarłem jej twarz. Pojąłem jak cudownie wygląda jej śliczna, blada twarz na tle długich do pasa, bardzo ciemnych, brązowych włosów. Odgarnąłem jej grzywkę z czoła. Ujrzałem wielką ranę. Przyniosłem eliksir gojący ranny i wylałem kilka kropel na jej twarz. Po chwili po szramie nie było śladu. Wyjąłem książkę z jej rąk. Otworzyłem na stronie, na której skończyła czytać. Doszła do momentu, kiedy Froda ugryzł ten wielki pająk. Strona była w niektórych miejscach mokra. Prawdopodobnie przy czytaniu płakała.Wyczarowałem czarną, koronkową zakładkę. I wsadziłem ją do książki. Wyszedłem z pokoju.

                                         *****zmiana*narracji*****
Obudziłam się na pięknym łożu z czarną pościelą. Ściany w komnacie także były czarne. Obok mnie leżała taca z talerzem, na którym był croissant i kubkiem pełnym brązowej cieczy. Leżała tam kartka z dobrze znanym mi pismem. "Masz zjeść śniadanie. Choćby się waliło i paliło masz wypić zawartość kubka. Kiedy przyjdę, zajmę się tobą. " Pochłonęłam croissanta i wzięłam do ręki kubek. Wygląda jak kakao. Powąchałam. Pachnie jak kakao. To jest kakao! Wypiłam cały kubek i poszukałam wzrokiem książki. Choć pokój był ciemny, to jednak przytulny. Było tam tylko jedno okno. Wstałam z łóżka i poczułam tępy ból w głowie. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Poczułam jak lekki, poranny wiaterek owija mą twarz. Zobaczyłam Giny grającą z Harrym i Ronem w eksplodującego durnia. Pod drzewem siedziała Hermiona i uczyła się eliksirów. Ironia losu. Luna pewnie była w lesie i karmiła testrale. Na moje szczęście parapet był szeroki i mogłam na nim usiąść. Wyczarowałam kartkę i napisałam na niej : "Giny, jestem chora, prawdopodobnie mam pękniętą czaszkę i nie będzie mnie przez kilka dni na zajęciach. Nie martw się o mnie, jestem w dobrych rękach." Złożyłam samolocik, i rzuciłam go w stronę przyjaciółki. Wpadł prosto do jej ręki. Widziałam jak go otwiera i czyta, a potem pokazuje chłopcom. Po chwili podeszła też Hermiona i przeczytała list. Ruszyli do lasu, prawdopodobnie po Lunę. Kiedy cała piątka była razem poszli do skrzydła szpitalnego biorąc ze sobą Neville'a. Kiedy ból w czaszce się wzmocnił wróciłam do łóżka. Wzięłam książkę i powróciłam do lektury. Gdybym mogła wejść do książki... Przyłożyłabym pająkowi, razem z Frodem wyrzucilibyśmy pierścień, a potem wyszła bym za wspomnianego wcześniej hobbita. Wróciłam myślami do Snape'a. Przecież zachował się cudownie opiekując się mną. Kiedy znalazł mnie w szafie, mógł mnie zawlec za włosy do skrzydła szpitalnego albo dobić jednym zaklęciem, a tu proszę. Położył mnie na JEGO WŁASNYM łóżku, przykrył mnie JEGO WŁASNĄ kołdrą i do tego dał mi jeść. Niewiarygodne. Nagle do komnaty wszedł obiekt mych przemyśleń.
-Jak się czujesz?-zapytał ponuro
-Dziękuję, dobrze, ale strasznie boli mnie głowa.
-Masz pękniętą czaszkę, ale za kilka dni będziesz zdrowa.
AAA!!!! Pęknięta czaszka! Ratunku! Popatrzyłam na niego wielkimi ze strachu i zdziwienia oczami. Nie spodziewałam się pękniętej czaszki.
-Za kilka dni wrócisz do nauki.-uspokoił mnie


Kiedy się obudziłam było już późno. Obok mnie leżało śniadanie. Tym razem były to dwie kanapki z serem brie, jedna z nutellą i miseczka musli z mlekiem. Boże! Ja tyle nie zjem! Jednakże uprzejmość nakazuje zjeść. Zjadłam. Zauważyłam, że głowa już mnie nie boli. Postanowiłam poczekać z wyprowadzką na Snape'a. Nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudziłam się bardzo wcześnie. Była 7.45. Za piętnaście minut śniadanie. Zauważyłam nauczyciela krzątającego się po pokoju.
-Dzień dobry!-powiedziałam
-Myślałem, że będziesz tak spała przez sto lat.-wymruczał
-Już wyzdrowiałam, dziękuję za opiekę.-zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć pobiegłam sprintem do swojego pokoju
Po przebraniu się w czyste ubrania ruszyłam do wielkiej sali. Wszyscy już siedzieli na swoich miejscach. Usiadłam obok Giny.
-Gdzie byłaś przez te trzy dni?! Nie było cię w skrzydle szpitalnym?!
-Spokojnie. Byłam w dobrych rękach. Osoba, o której mówię zaopiekowała się mną lepiej, niż zrobiłaby to pani Pomfrey.
-Kto to?
-Tego nie mogę ci powiedzieć.

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 18

Kiedy się obudziłam, zerknęłam do lustra i ujrzałam mą okropną fryzurę. Uczesałam się i ułożyłam włosy w zgrabny kok. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy się obróciłam, na moim stoliku leżał list. Poczta jest przy śniadaniu. To musi być coś na prawdę ważnego. Otworzyłam go.
                                          Droga Lily
Przyjdź dzisiaj na herbatę, o 19.00, muszę z tobą porozmawiać.
S.S.
O matko! Czego on ode mnie chce? Odpiszę mu.
                                         Severusie,
niestety, o godzinie 19.00 mam ważne spotkanie. Czy mogłabym wpaść za 10 minut?

Chwilę później przyszła odpowiedź.

  Oczywiście.

Szybko poszłam do łazienki, przebrałam się i szłam do lochów. Zapukałam.
-Proszę.-powiedział markotnym głosem
-Pisałeś.-stwierdziłam
-Tak. Proszę.-podał mi filiżankę i wskazał miejsce
-O czym chciałeś pomówić?
-Jajużcięniekocham.-powiedział szybko
Spojrzałam na niego pytająco.
-Otóż, wbrew moim zasadom, poczułem dużo więcej, niż powinienem czuć do uczennicy.
Byłam zdziwiona. O kogo mu chodzi? O Giny, Hermionę, Lunę?
-Kto to?-powiedziałam chłodno
-Emily White.-Zakrztusiłam się, przez przypadek rozlałam trochę herbaty
Szybkim, zdecydowanym krokiem wyszłam z jego gabinetu.
-Żegnaj, Severusie.-rzuciłam przez ramię
Poszłam do mojego pokoju. Zaczęłam płakać.
-Dlaczego mi ma zepsuć życie? Dlaczego?-wyszlochałam
Postanowiłam iść do Giny. Opowiem jej wszystko, a ona mi coś doradzi.
-Giny, musisz mi pomóc.
-Co się stało?
-A jak wyobrażasz sobie największą katastrofę świata?
-Wybuchła ci lewa stopa?-powiedziała żartobliwie
-Gorzej.
-No co?
-Snape się we mnie zadurzył.-powiedziałam płaczliwie
-Jak to?
-Powiedział, że czuje coś za dużo do uczennicy. Najpierw myślałam, że to ty, Hermiona lub Luna. Najbardziej obstawiałam Lunę.
-Ale powiedział Ci to wprost?
-Oj, oczywiście, że nie. Znów byłam Lily.
-Katastrofa! Przecież chyba co mi opowiadałaś to go nie lubisz.
-No on nieźle tańczy. Nie czekaj, on nie tańczy dobrze. On tańczy najwspanialej na całym świecie. Jakby uczył się tego od dziecka.-powiedziałam rozmarzonym głosem.
-To dobrze. Przecież w tym roku też będziemy mieć bal. Dumbledore mówił, że bale będą co dwa lata. Może cię zaprosi.
-Zaprosi mnie? Straciłby honor. No wiesz, zaprosić uczennicę?
Podeszła do nas Hermiona.
-Emily, Profesor Dumbledore prosi cię do gabinetu.
-Znowu? Nic nie zrobiłam.
Zapukałam do drzwi gabinetu Dumbledore'a. Drzwi otworzyły się same.
-Usiądź, żebyś się nie przewróciła.
-Przepraszam, dlaczego miałabym się przewrócić?
-To może być dla ciebie wielki wstrząs.
-Boże, ktoś zginął?-moje oczy zrobiły się szklane
-Nie. Mój przyjaciel szperał w aktach urodzin i znalazł ciebie.
-No przecież, ja też się kiedyś urodziłam.
-Tak, ale daj mi dokończyć. Znalazł ciebie w drzewie genealogicznym jednego z najstarszych czarodziejskich rodów. Tak naprawdę nazywasz się Emily Black.
-A moja mugolska rodzina? Przecież ja nie jestem czystej krwi. Jestem szlamą.
-Nie obraża cię to słowo?-spytał z podziwem-Nie spotkałem się z takim przypadkiem.
-Ktoś już kiedyś mnie tak nazwał i przestało mnie to obchodzić.
-Wracając do twojej mugolskiej rodziny. Podrzucono cię tam kiedy twoja matka, Walburga Black zmarła.
-To teraz nie będę już mieszkała z mugolami? Będzie mi ich brakowało.
-Będziesz musiała zamieszkać ze swoim bratem.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Z Syriuszem.
-To dobrze że z Syriuszem. Kiedy widziałam portret mamy, wydawało mi się, że wszyscy z Blacków są tacy i wyjątkiem jest tylko Syriusz.
-W ferie jedziesz na Grimmauld place.
-Ale będę mogła pisać do dotychczasowej rodziny?
-Oczywiście.

Pobiegłam pod portret prowadzący do pokoju wspólnego krukonów. Szybko zgadłam zagadkę i weszłam szukać Luny.
-Luna, pomocy.-powiedziałam, gdy siedziałyśmy na fotelach
-Co się stało?
-Masa nieszczęść.
-Jakich?
-Snape się we mnie buja, jestem czarodziejem czystej krwi i nie będę mieszkała z rodziną którą znałam i kochałam.
-Że co?
-Ale co co?
-No a z kim będziesz mieszkała?
-Z moim bratem.
-Masz brata?
-Syriusz.
-To on nie zginął?
-To długa historia.

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 17

Przybyłam do Hogwartu. Nagle, ogłoszono, że jestem prefektem. JA?! TO JAKAŚ WIELKA POMYŁKA! Znaczyło to, że mam własny, fajniej wyposażony pokój. To akurat jest spoko. Na pierwszej przerwie przybiegł jakiś pierwszak, i powiedział, że profesor Dumbledore mnie prosi. Ja chyba nic nie przeskrobałam, no nie? Zapukałam i drzwi się otworzyły. Dyrektor kazał mi usiąść.
-Pewnie zastanawiasz się po co cię tu sprowadziłem?
-No tak.
-Widzisz, profesor Snape zrobi coś takiego, że wszyscy go znienawidzą, zakon feniksa nie będzie mu ufał. Niestety, nie mogę ci zdradzić co to będzie.
-Profesorze, ależ nie musi mi pan tego mówić, ja to WIEM.
-A niby skąd? I w takim razie co się stanie?
-Moich źródeł nie mogę zdradzić, ale modę chętnie opowiedzieć o tym wydarzeniu. Otóż, Voldemort kazał Draconowi zabić pana. Jednakże niikt nie wierzy w to, że mu się to uda. Powiedział pan Snape'owi, że to on będzie musiał pana zabić. A profesor Snape dokona tego bez problemu.
-No nie spodziewałem się, że ktokolwiek o tym wie. Ale przejdźmy do twojego zadania.
-Szczerze mówiąc, trochę się boję.
-Jak, już mówiłem, nikt nie będzie mu ufał. Ty jako jedyna będziesz znała prawdę. Dlatego, musisz często przychodzić do lochów i od czasu do czasu porozmawiać z Severusem.
-ŻE CO!-to był cios poniżej krytyki, tego się kompletnie nie spodziewałam-Ale JA? Nie mógłby ktoś ze ślizgonów? Lub chociaż ktoś, kogo lubi profesor Snape? On za mną nie przepada, i w sumie to wzajemnie. Ale w wakacje...-urwałam kiedy zdałam sobie sprawę, co powiedziałam
-Cóż takiego wydarzyło się w wakacje?
-No ja uratowałam dwie osoby. Profesora Snape'a i moją przyjaciółkę Klarę.
-A przed czym ich uratowałaś?
-Klarę przed śmiercią. A profesora Snape'a... przed Azkabanem.
-Przed czym?!
-No azkabanem... to takie niezbyt miłe miejsce z dementorami.
-Ale jak to?
-Bo o mało jej nie zabił Avada Kedavrą.
Profesor uniósł brwi w geście zapytania.-Jak go postrzymałaś?
Westchnęłam-Patelnią.-powiedziałam ze smutkiem w głosie
-I co zrobiłyście, jak rzuciłaś w niego patelnią?
-No, zjadłyśmy ciasteczka, które przyniosłam. Ale ja nie nadaję się do pocieszania Severusa. Luna byłaby lepsza. Jej nie da się nie lubić.
-Nie, wiem co robię, wybierając cię do tego zadania.
-Pójdę już.
Chciało mi się płakać. Przecież on mnie nienawidzi. Inaczej po co by się mścił. A może to nie była zemsta... Załamał się, kiedy mówiłam, że się przeprowadzam. Może nie znalazł wolnego domu w sąsiedztwie. Postanowiłam to sprawdzić. Poszłam do mojego pokoju, i zaczęłam poszukiwania zdjęć Lily Evans. Mam! Chwilę później, byłam dokładnie taka wysoka jak Lily. Wyglądałam jak ona. A, mundurek! Przebrałam się w sukienkę, taką, jak miała Lily. Ruszyłam do lochów. Zapukałam.
-Proszę.
-Severusie...-zmieniałam swój głos, na ten, który miała jego zmarła ukochana
-Lily?!-podskoczył ze zdumienia
-Oczywiście.-podeszłam do niego-Ślub z Potterem nie był prawdziwy. To tylko sztuczka. Kocham tylko ciebie.-ściemniałam dalej
-Ja...no..KOCHAM CIĘ LILY!-rzucił mi się na szyję
Uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Nasze twarz się zbliżyły. Dzieliły nas tylko centymetry. I stało się. Pocałował mnie. Najpierw słabo, potem coraz mocniej. To było wspaniałe. Zaczął ciągnąć mnie do sypialni. Przestraszyłam się, wyrwałam się mu. Uciekałam najszybciej jak mogłam. Wygląd zmieniłam z powrotem w pokoju.
-To było... GENIALNE!-nie wiedziałam, że tak potrafi
Podeszłam do biurka, chwyciłam pergamin i zaczęłąm pisać drżącą ręką.
                                         Drogi Severusie,
przepraszam Cię, za to, co się stało. Nie powinnam uciec. Muszę wyjeżdżać, ale wrócę tu za kilka miesięcy.
Kocham Cię szczeże,
Lily
Wzięłam sowę i wysłałam. Wyszłam do pokoju wspólnego. Podeszła do mnie Ginny.
-Umiesz dochować tajemnicy?-spytała
-Żebyś wiedziała. Jestem jakby szkatułką z sekretami, w tym moimi.
-Twoimi?
-A dałabyś radę być zadurzona w czwórce facetów, i nikomu nie powiedzieć. Choćby sobie?
-Chyba nie. Zakochałam się w Harry'm.
-Fantastycznie! On już wie?
-No coś ty!
-A ty możesz obiecać, że nikomu nie powiesz?
-Pewnie.
-Tylko się nie śmiej, dobrze.
-Dawaj.
-Ja... całowałamsięzeSnape'em!
-Żartujesz!
-Nie. Myślał, że jestem Lily.
-Lily?
-Potter.
-ŻE CO!
-On się w niej buja.
-Ale powiesz mu, że to ty?
-W życiu! Miałabym przechlapane do końca mych dni!

Rozdział 16

Były wakacje. Ubrałam się jak zwykła mugolka. Krótkie jeansowe spodenki i limonkowa, luźna bluzka. Wzięłam klucze i wyszłam z mieszkania. Szłam na próbę naszego zespołu, MENK. Kiedy szłam po schodach zgasło światło. Potknęłam się i przekoziołkowałam się przez dwa piętra. Upadłam na coś dziwnego. Światło się zapaliło.  Leżałam... na Snape'ie!
-Cholera! Czy za każdym razem kiedy spadam, musi mi się pan podkładać?! Gdybym raz w życiu nie mogła "polecieć" na kogoś przystojnego?!-powiedziałam, otrzepując ciuchy
-Nie zapominaj, że jestem nauczycielem i zaraz od...
-Co? Odbierze mi pan punkty? W wakacje pan nie uczy. Całe szczęście, że jutro się przeprowadzam na wieś.

Kolejnego dnia, kiedy już dojechałam na wieś, której nazwy nie mogę zdradzić, albowiem mieszka tam moja przyjaciółka, stałam przed drzwiami domu Klary.
Otworzyłam drzwi do sieni.
-Klaro, upiekłam twoje ulubione ciasteczka.-powiedziałam
Nagle usłyszałam krzyk. Wbiegłam do salonu a tam o dziwo stał Snape. Celował różdżką w moją najlepszą przyjaciółkę.
-Avada...-nie zdążył do kończyć
-Ej, gacek! Zabierał łapska od Klary!-krzyknęłam i po raz kolejny dostał patelnią
-To się robi nudne.-wymamrotał, zanim stracił przytomność
-Emily!-wykrzyknęła uszczęśliwiona-Dziękuję! Skąd ty się tu wzięłaś?
-Mieszkam w domu obok. A, właśnie! To jest jeden z nauczycieli z Hogwartu.
-Rzuciłaś patelnią w nauczyciela?!
-No wiesz, na blasze były ciastka. A poza tym niezbyt go lubię.
-Chwiła, czekaj! Czy to przypadkiem nie jest Severus Snape?
-Taaa. Owszem.
-Nigdy go nielubiłam
-Aha...
-Co on tu robi?
-A ja wiem? A! Wiesz! Chciał się zemścić!
-Na mnie!? Co ja mu u lich zrobiłam?!
-Nie na tobie. Na mnie.
-Emilia... Co ty mu zrobiłaś?
-Zdenerwowałam się wtedy...
-I?
-Rzuciłam w niego patelnią?
-Gdzie?
-Wolisz nie wiedzieć.
-Ouh...
-No, i poprawiłam zaklęciem...
-Mocnym?
-No...
-Wcale mu się nie dziwię. Jak zgaduję nigdy go nie lubiłaś.
-Źle zgadujesz. Przez cztery lata kochałam go prawdziwą miłością. Ale po tym co zrobił...
-Co?
-...Na-a-azwał... mni-i-i-ie szlamą...-wyjąkałam
-Jak mógł!
-Na piątym roku mówił, że jesteś głupia.
-Co?!
-Pożałował. Powiedziałam, że jesteś sto razy mądrzejsza od niego, i jego brudnych włosów. No i incydent z patelnią.
-Dzięki...
-Ale nie można go tu tak zostawić. Niedługo twoi rodzice wrócą. A! No tak! Moi pojechali na szkolenie! Nie ma ich przez tydzień! Pomożesz mi? Myślisz o tym co ja?
-Pewnie! Zatłuczemy go patykiem i zakopiemy w ogrodzie!
-Och Klaro... Chętnie bym tak zrobiła! Ale zaniesiemy go do pokoju gościnnego w moim domu!
-A... Spoko...
-Ale wersja z patykiem fajniejsza.
-A jak już go zaniesiemy...
-...to wybudzimy go robiąc imprezę!
-Zapraszamy...
-Mary, Kate i Nadię!

To już koniec rozdziału. Chciałam tylko powiedzieć, że wymienione wyżej dziewczyny istnieją, tak samo jak nasz zespół MENK. Niestety postać Klary zmieniłam. Tak na prawdę, jest miłą, grzeczną i uczynną dziewczyną, która chodzi ze mną do klasy. Wielkie dzięki za wystąpienie w historii. Pozdrowienia dla Klary, Kate, Mary i Nadii.

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 15

Podeszłam do Harrego.
-Cześć.-zarumieniłam się
-Cześć.-odpowiedział
-Chciałam o coś spytać.
-Dawaj.-ponaglił mnie
-Mogłaby dołączyć do gwardii Dumbledore'a?
-No...-nie ufał mi, w końcu byłam ślizgonką-Jak chcesz...
-Dziękuję. Kiedy spotkanie?
-Zaraz się zaczyna.
-No to lecimy!
Kiedy przyszliśmy pod pokój życzeń, drzwi się przed nami otworzyły. Harry wszedł pierwszy. Na jego widok wszyscy się ucieszyli. Weszłam nieśmiało, a wtedy oklaski zamieniły się w buczenie.
-Spokój!-bronił mnie Harry-Wiem, że jest ze Slytherinu, ale to moja przyjaciółka i jej ufam. Emily nigdy nie zdradzi, gdzie się ukrywamy.
-Dziękuję.-powiedziałam
Ćwiczenia poszły znakomicie. Mój poziom przewyższał wszystkich.
Po zajęciach zapukałam do drzwi gabinetu Dumbledore'a.
-Proszę!
-Dzień dobry.
-Co cię tu sprowadza?
-Ja... No w mugolskich szkołach można było się przepisać do innej klasy. A ja chciałam zmienić dom.
-Ale to decyzja tiary przydziału.
-No nie do końca. Tiara nie chciała mnie przydzielić do Slytherinu. Ja o to poprosiłam.
-A ja zastanawiałem się przez te pięć lat dlaczego popełniła tak wielki błąd. Ale powracając do twej prośby. Jeżeli to była tylko twoja decyzja to zaraz posadzimy si czapkę na głowę i będziesz w innym domu.
- Bardzo dziękuję.
Kiedy czapka zbliżyła się do mojej głowy, od razu wykrzyknęła:
-Gryffindor!
-To teraz odpowiednio transmutujemy twoje szaty, by pasowały do tamtejszej "mody".

Poszłam do nowego pokoju wspólnego.
-Cześć. Jestem już gryfonką.
-Jakiś żart?-powiedział Ron
-Nie. Jak chcesz zapytaj McGonagall.
-Genialnie!-wykrzyknęły naraz Hermiona i Ginny.

Kilka dni później Harry miał wizję(tą z Syriuszem).
-Harry. Voldemort wytwarza tę wizję, żebyś tak pomyślał. Jak nie wierzysz to skorzystaj z lusterka od Syriusza.
Harry nie zobaczył nic. Poszedł do gabinetu Umbridge.
-Ja lepiej zostanę na zewnątrz. Jakby ktoś szedł.
Nagle różowa nauczycielka zaczęła się zbliżać. Ciągnęła ze sobą całą GD. Zaczęłam pukać do pokoju (taki był umówiony sygnał), ale mnie nie usłyszeli. Schowałam się w wnęce w ścianie. Z Umbridge szedł Snape. O, jaka słodka byłaby z nich para. Słyszałam rozmowy ze środka.
-Jeżeli nie chce go pani otruć, co chętnie bym zobaczył, to nie mogę pani pomóc.
-Oni mają Łapę!-wykrzyknął Harry
-Wiesz o co mu chodzi?
-Niestety, nie mam pojęcia.
Snape wyszedł z gabinetu.
-Kłamca! -wrzasnęłam na tyle głośno, żeby mnie usłyszał
Podbiegłam do kominka. Przeniosłam się do departamentu tajemnic. Nie było nikogo. Chwyciłam kulę z przepowiednią Harry'ego i ją roztłukłam. Bez obaw wróciłam do Hogwartu. Opowiedziałam wszystko Harry'emu i podziękował za to, że nie musiał nikogo ratować.

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 14

Ponownie witam. Chciałabym was tylko przeprosić, że jeżeli będą jakieś błędy gramatyczne, czy jakieś takie, to proszę, bądźcie wyrozumiali. Jestem tylko uczennicą piątej klasy szkoły podstawowej. Przy okazji, powiem jeszcze, że blog jest lepszy przy słuchaniu piosenek : "Make it shine" Victorii Justice, "Leave it all to me" Mirandy Cosegrove i "Derniere Danse" Indilii.
Szliśmy drogą.
-Zostań tutaj-poprosił.
Tym razem się zgodziłam. Kiedy znienawidzony nauczyciel nie wracał, zaczęłam się bać. Biegłam drogą. Kiedy znalazłam się na drobnej polance, moje serce się ścisnęło. Śmierciożercy właśnie się stąd teleportowali. Na trawie, cały we krwi leżał Severus. Podbiegłam do niego. Prawdopodobnie dostał Sectumsemprą. Uchodziły z niego resztki życia. Tylko dzięki wieloletnim treningom karate i wyuczonej samokontroli powstrzymałam łzy.
-Vulnera Sanantur... vulnera sanantur.-zdławionym głosem szeptałam zaklęcia
Niestety nie działały. Umarł na moich oczach. Nie dałam rady zapanować nad wielkimi kroplami słonej cieczy spływającej mi po policzkach.
Obudziłam się. Moja twarz była mokra.
-Opanuj się. Nie musisz się przez pół godziny drzeć "Nie umieraj, nie umieraj proszę"-to ostatnie powiedział próbując naśladować mój głos
Uśmiechnęłam się mimo woli. Poszłam poszukać jakiegoś jeziora, gdzie mogłabym się wykąpać. Po obudzeniu się musiałam wyglądać żałośnie z rozmazanym tuszem na twarzy. Kiedy znalazłam niezanieczyszczony zbiornik wodny, usiadłam na kamieniu. Postanowiłam zacząć od mycia stóp. Na razie się nie rozbierałam. Potem wskoczą do jeziora. Nadal siedząc na kamieniu zaczęłam po cichu śpiewać:
I know, you see
Somehow the world will change for me
And be so wonderful

Live life, breathe air
I know somehow we're gonna get there
And feel so wonderful

I will make you change your mind
These things happen all the time
And it's all real
I'm telling you just how I feel

So wake up the members of my nation
It's your time to be
There's no chance unless you take one
Everytime
Just see the brighter side of every situation
Somethings are meant to be
So give it your best and leave the rest to me

I Know
This time
To raise the hand that draws the line
And be so wonderful
Golden sunshine
I know somehow it's going to be mine
And feel so wonderful

Show me what you can become
There's a dream in everyone
And it's all real
I'm telling you just how I feel

So wake up the members of my nation
It's your time to be
There's no chance unless you take one
Everytime
Just see the brighter side of every situation
Somethings are meant to be
So give it your best and leave the rest to me

Leave it all to me
Leave it all to me
So make it mine and see it through
You know you won't be free until you

Wake up the members of my nation
It's your time to be
There's no chance unless you take one
Everytime
Just see the brighter side of every situation
Somethings are meant to be
So give it your best and leave the rest to me

Leave it all to me
(Leave it all to me)
Leave it all to me
Just leave it all to me
("Leave it all to me" Miranda Cosegrove)
-Nie musisz tak wyć na całą Anglię, no chyba, że chcesz skończyć torturowana Cruciatusem i zamordowana Avada Kedavrą.-zaczął smęcić Snape, kiedy się zbliżył
-Ja to mam dziwne, wręcz bardzo dziwne sny.-powiedziałam do siebie
-Nie wiem o co ci chodzi, ale jak gadasz do siebie, to jesteś głupsza, niż przez te pięć lat uważałem.
Zignorowałam jego uszczypliwą uwagę.
-Ale jak chcesz, możesz znowu się powydzierać.
Zaśmiałam się. Zabawne. Podoba mu się, jak śpiewam, ale nie chce się do tego przyznać. Może nie jest taki zły... Emily co ty gadasz?! Nie pamiętasz jak zabronił ci całować się z Cedrykiem? Jak nazwał cię szlamą? Ty nie możesz mu tego puścić płazem.
-Sam se śpiewaj, kretynie!-dziewczynka pobiegła do swojego namiotu.
-Wariatka!-wykrzykiwał do niej jeszcze kilka obelg, których nie zdążyła już usłyszeć.

Po miesiącu nieudanych poszukiwań w milczeniu. Teleportowali się do zamku.

Kiedy czekałam na korki z eliksirów tak mi się nudziło bez pukania weszłam do komnaty. Nie było w niej nikogo. W szafce stała myślodsiewnia  Snape'a. A co mi tam. Pochyliłam się nad nią i leciałam w dół.

Był słoneczny poranek. Pod drzewem, gdzie często czytałam siedzieli huncwoci. W krzakach samotnie siedział Snape. Uczył się niemalże szorując nosem w książkach. Podszedł do niego Potter. Zaczął go przezywać. Należało mu się. Kiedy dokuczanie przeszło na większy poziom musiałam podejść bliżej. Nie mogłam tego przegapić. Wahałam się czy nie uwiecznić tego na moim Samsungu z nagrywaniem o wysokiej jakości. Godzinę później każdy dzieciak oglądałby mój kanał na YouTube. Wyrzuciłam to z głowy. Jeżeli Snape będzie mi dokuczał, zaszantażuję go, że cała szkoła sie o tym dowie.

-Kto chce zobaczyć jak ściągam Wycierusowi gacie?-kontynułował wygłupy James
Kuliłam sie ze śmiechu. Lepiej  zmienię wygląd. Jednak zaczęłam nagrywać. Jakby snape się pojawił, to przynajmniej mnie nie rozpozna. Po chwili wyglądałam jak Bunny Blanc z Ever After High. Nawet miałam na sobie jej sukienkę. Wow moja umiejętność metamorfomagii rośnie! Czad! Teraz mogłam oglądać bez strachu. Potter był tak wredny, że zrobiło mi się szkoda, że zginął. Ups. Koniec wygłupów. Przyszła Lily. Jak on śmiał nazwać ją szlamą. Nie dziwię jej się, że mu nie wybaczyła. Poczułam, że ktoś bardzo silny ściska mnie za ramię tak, że zwijałam się z bólu. 
-Naoglądałaś się idiotko?!
Już wiedziałam kto to mówi.
-Nie, obejrzę to do końca ponieważ, bardzo lubię Jamesa i to co robił. Moje tymczasowo błękitne napotkały jego czarne, zimne, bezlitosne oczy. Popatrzyłam mu prosto w nie, ponieważ w wojnie na spojrzenia zawsze wygrywałam.
-Od pewnego czasu masz szlaban, który jeszcze się nie odbył.
-Niby za co ten szlaban?-powiedziałam głosem godnym Bellatrix Lestrange
Spojrzał na mnie tak, że wiedziałam o co chodzi. Znów rzucił mi wyzwanie. Moje spojrzenie jak zawsze zwyciężyło. Wiedziałam, że może mnie stąd wyciągnąć tylko wtedy, kiedy będzie mnie trzymał. Wyrwałam mu się i odbiegłam najdalej jak mogłam. Nie dogonił mnie. Jednak stałam już w pokoju Snape'a. No tak! On musiał się aportować! Jak ja głupia mogłam na to nie wpaść! Zobaczmy co ma mi do powiedzenia.
-Jeszcze raz wejdziesz tu bez pozwolenia i wylecisz ze szkoły do swoich głupich mugolskich przyjaciółek!
-Jak pan śmiał...-powiedziałam ze łzami w oczach-Są mądrzejsze od pana i pana tłustych, niemytych jak się spodziewam od setek lat włosów! Wcale nie dziwię się Lily, że ci nie wybaczyła! Chyba nikt nie chciałby chodzić z takim dupkiem jak pan.
-Jakoś rok temu się do mnie kleiłaś!
-Bo było mi pana szkoda! To minęło! Żałuję, że Potter nie żyje, może mielibyśmy choć trochę szczęścia na codzień. Zapewniam cię zidiociały staruchu, że każdy uczeń cieszyłby się z twojego nieszczęścia! Mówił pan, że amortencja Harrego pachnie starymi skarpetami? Każdy czuje to co lubi!
Już prawie chwyciłam klamkę, gdy obok mnie przeleciało kiepskowycelowane zaklęcie. Odwróciłam się. Źle postąpił i pożałuje! 
-Może jajecznicy?-Wyciągnęłam patelnię z torebki i chwilę potem już leżał na ziemi
Celowałam gdzie powinnam.
-Sectumsempra!-krzyknęłam

Pobiegłam do profesof McGonagall. Wymyśiłam wszystko idealnie.

-Pani profesor! Profesor Snape potrzebuje pomocy!-wpadłam do jej gabinetu zdyszana
Kiedy wróciłam z nią do lochu, był w takim stanie jak go zostawiłam.
-Co się tu stało.
-Kiedy przyszłam na dodatkowe zajęcia, ktoś się stąd teleportował i zanim uciekł zrobił toprofesorowi.

                                   ******zmiana narracji********

Kiedy się obudziłem, byłem w skrzydle szpitalnym. Na stoliku obok łóżka stał wazon z czarnymi różami. Była do nich przywiązana wstążeczka z kartką, na której był napis "i nie będzie małych Snape'iątek"
                                  *******zmiana narracji******
Kiedy na lekcję wpadł rozeźlony Snape powiedziałam po cichu
-Zobacz, Mionka, kto już wyzdrowiał.
-I dobrze. Nie zniosłabym kolejnej lekcji z Umbridge.
-Prawdopodobnie będzie mnie pytał. Zakuwałam, ale jak nie wyjdzie, to pomożesz?
-Pewnie.

Przepraszam, za nagłe zakończenie rozdziału, ale uciekły mi gdzieś pomysły. Jeżeli zależy wam na tym blogu, to proszę o kilka pomysłów w komentarzach. Najlepsze zostaną tu umieszczone. Jeżeli na coś wpadnę, to też napiszę.
 Pozdrawiam,
Emily

Rozdział 13

Witajcie! Zanim zaczęłam pisać, chciałabym chociaż powiedzieć, że ten i kolejne rozdziały dedykuję Black Blow, której wspaniałe komentarze ciągle motywują mnie do dalszego pisania.

Poszłam się pakować. Jutro przecież wyjeżdżam na tą głupią wyprawę ze Snape'em. Do mej torebki bez dna wsadziłam namiot, śpiwory, przenośne palenisko, trochę jedzenia, książki i inne potrzebne rzeczy.
NAZAJUTRZ
Szybko wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w czarne getry i T-shirt, który przywoływał najwspanialsze wspomnienia. Zrobiła go bowiem moja najlepsza przyjaciółka w świecie mugolskim, Klara. Teraz widuję się z nią tylko w wakacje, kiedy występuję w przedstawieniach francuskojęzycznych przygotowywanych przez jej mamę. Pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam na dziedziniec. Snape z Dumbledore'm już czekali.
-Macie tu świstoklik, odlatuje za 30 sek.
Poczułam ciągnięcie w okolicach pępka. Chwilę potem byliśmy w górach. Zarzuciłam na siebię ciepłą bluzę.
-Poczekaj tu, sprawdzę czy jest bezpiecznie.-powiedział
-Nie jestem małą dzidzią.-wymamrotałam kiedy się trochę oddalił i poszłam za nim
Jak on może iść, to ja tym bardziej. Jeżeli zginie, to będę się mogła poprzyglądać. Jeżeli coś mu się stanie to ja tu zginę. Pomyślałam, już nie tak odważnie. Dla bezpieczeństwa wyciągnęłam różdżkę. Kiedy przypadkowo nadepnęłam na gałązkę, padł na mnie jego wzrok. Pomyślał pewnie, że ktoś go śledzi. Nie mylił się zbytnio, przecież podążałam jego śladem.
-Mówiłem, żebyś została!-wycedził
-Profesorze, ja także wiele rzeczy mówiłam podczas swego żywota i przez cały ten czas, poza przyjaciółmi nikt, absolutnie nikt mnie nie słuchał!-odpowiedziałam z podniesioną głową
Maszerowaliśmy dalej w milczeniu. W sumie jest nawet ładny. EMILIA! CO TY GADASZ! Może gdyby nie był taki niemiły... Pff spadajcie, głupie myśli! Jesteś tu żeby znaleźć nauczyciela, a nie by zabujać się w innym. Co by powiedział Cedryk. Kiedy mój chłopak grał w mugolskich filmach, błyszczał tylko w słońcu, teraz w szkole błyszczy cały czas :). Nagle pojawiła się gęsta mgła. Nad naszymi głowami latały zaklęcia. Już jakaś "Avada kedavra" trafiłaby mnie w głowę, gdybym nie została popchnięta. Obudziłam się kilka godzin później na trawie. Snape na rzucał zaklęcia ochronne.
-Mógł mnie pan nie ratować. Miałabym spokój od tej głupiej misji.
-Rzeczywiście, bardzo ucieszyłoby mnie patrzenie na twoją śmierć, ale miałem wystarczająco dobry humor.-mruknął-Radziłbym ci się już położyć, jutro cały dzień nieustannego marszu.
-Może i tak ale jestem już prawie pełnoletnia i nie rozumiem, dlaczego ja mam iść spać a pan nie?!
-Ponieważ nie zamierzam spać na trawie!
-O, jak widać jestem lepiej przygotowana od pana?! To dobrze, że na wyprawę pojechała choć jedna osoba, która umie się pakować! Ale nie... ona jest za mała, ona sobie sama nie poradzi!?
Wyciągnęłam różdżkę i z mojej torebki wyfrunął namiot. Rozłożyłam go za pomocą czarów i zaklęciem Vingardium leviosa umieściłam tam śpiwory.
-I co? Szczęka troszkę opadła?-powiedziałam z uśmiechem triumfu

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 12

Poszłam do biblioteki. Podeszłam do interesującego mnie działu książek i zaczęłam szukać pożądanej przeze mnie lektury. Nagle usłyszała szybkie kroki. Upadłam. Już leżałam w ramionach nieznajomego.

                                                               ♥♥♥

Obudziłam się w ciemnej sali. Jeden za stojących nade mną, wrogo nastawionych mężczyzn wymierzył jej bolesnego policzka. Oni wszyscy mieli maski, ubrani byli na czarno. To śmierciożercy. Ciekawe dlaczego ten cholernik Snape nie znęca się nad dziewczyną, która zaledwie rok temu darzyła go takim uczuciem? Ktoś rozciął moje więzy. Teraz mogłam tylko spokojnie stać. Tak rzadko chodzę bez mojej urodzinowej torebki i akurat dzisiaj musiało się to zdarzyć.
-Crucio!-wykrzyknął któryś
Robiąc unik wywróciłam się. Roztrzaskałabym sobie głowę, gdybym po drodze nie upadła na kogoś.
-CHOLERA!-to ostatnia rzecz, którą zapamiętałam

Stała przy mnie Hermiona i Luna.
-Gdzie ja jestem?-spytałam zaspana
-Naprawdę, nie chcecie żeby wyzdrowiała? Zmykajcie już. Powiem tyle, że miałaś naprawdę wiele szczęścia. Gdybyś upadła na podłogę, a nie w ramiona Severusa...
-Chyba wolałabym umrzeć, niż żeby mnie ratował. -powiedziałam-Wreszcie zrewanżował się, za uratowanie życia na drugim roku.-wymamrotałam
-Dziwaczne słowa gadasz, jako, że widziałam cię rok temu z nim na balu i wyglądałaś na bardzo zadowoloną.
-Proszę pani, niech mnie już pani nie dobija. To już przeszłość.

                                                             ♥♥♥
Snape kilka godzin później przyszedł do skrzydła szpitalnego. Na jednym palcu miał przewieszoną moją torbę z książkami, piórami i atramentem. Rzucił mi je na kolana.
-Profesorze dziękuję za przyniesienie książek. Jednakże pani Pomfrey zabroniła mi siadać, więc proszę czy mógłby mi pan je podać z łaski swojej?
Chwilę potem tobołek z książkami wylądował na mojej twarzy. Na ustach Snape'a zagościł złośliwy uśmiech.
-Jak już wyjdziesz masz szlaban o osiemnastej, za spadanie na mnie.

Rozdział 11

Kiedy Snape przechadzał się po korytarzach spotkał Emily całującą się z Cedrykiem Diggorym.
-Minus 50 pkt Gryffindorowi i tyle samo Huffelpuf.
-Co go strzeliło?!-zdziwiła się Emily
-Może dostał confundusem?
-Nie sądzę, on nigdy nie szanował niczyjej prywatności.
Nagle podbiegł do nich pierwszoroczniak.
-Emily, profesor Dumbledore cię prosi.
Kiedy weszła do gabinetu Dumbledore'a zobaczyła znienawidzonego Snape'a siędzącego na fotelu.
-Emily chciałem powierzyć ci pewną misję. Wyruszasz jutro z samego rana.
-Ale jutro mam urodziny. A poza tym jaka misja?
-Bo widzisz, profesor Gandalf zaginął.
-Że co?!
-Mam pewne podejrzenia gdzie jest, jutro przeniesie cię tam świstoklik.
-Ona ma jechać sama?! Pierwszoroczniak poradził by sobie lepiej niż ona.-zaczął marudzić nietoperzopodobny.
-Wcale nie powiedziałem, że będzie jechać sama. Ty będziesz jej towarzyszył.
-ŻE CO NIBY?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?-wykrzyknęli chórem Severus i Emily
-Powiedziałem, że z nią pojedziesz.
Snape zaczął walić głową o ścianę.
-Ja mogę pojechać sama. Nie jestem już małą dzidzią. Umiem się sobą zająć.
-Może i tak, ale jestem z nim związany wieczystą przysięgą i muszę wykonywać jego wszystkie, cholerne zachcianki.-powiedział i rzucił Emily o ścianę.

-NIESPODZIANKA!-Emily była zszokowana
Cały zakon feniksa przyszedł świętować jej urodziny.
-Syriusz!-wykrzyknęła i przytuliła go
Musicie wiedzieć, że gdy Emily i Hermiona uratowały go rok temu, bardzo się zaprzyjaźnili.
-Czas na prezenty!-wykrzyknęła Ginny
Emily siedzi z Harrym, Ronem, Hermioną, Ginny i Luną. Dostała od nich:  śliczną torebkę w kolorze lawendowym, fartuszek do pieczenia z wyhaftowanym napisem "I love cupcakes", pierwsze wydanie "Władcy Pierścieni", naszyjnik w kształcie serca, w którym było miejsce na zdjęcie i widmookulary.
-Dziękuję wam wszystkim! Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę, lesz najbardziej raduje mnie, ile cudownych chwil przeżyłam z wami wszystkimi. Bardzo was wszystkich kocham, ale niestety, możliwe, że widzimy się poraz ostatni.
Nagle, przez otwarte okno wleciała sowa, która trzymała krótki list:
Wyprawa przełożona, jedziemy za miesiąc.
Cieszący się z odłożenia na później durnego wyjazdu i związanej z tym męki,
S.S.
-Cudownie! Będę tu aż przez cały miesiąc!
-O co chodzi?-spytała Luna
-Bo widzicie, mam poważną misję, o której nie możecie nikomu powiedzieć. Profesor Gandalf zaginął i muszę jechać go szukać. Gdyby to było za mało złe, ma mi towarzyszyć ten dupek, Snape.
-Teraz to mówisz dupek, a rok temu szczerzyłaś tańcząc z nim na balu.
-To było przelotne zauroczenie. Teraz oprócz tej głupiej wyprawy, nie łączy mnie nic z tym gnojkiem.

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 10

PIĘĆ MINUT PRZED BALEM BOŻONARODZENIOWYM
Emily zbiegła po schodach i stawiła się na umówionym miejscu. Wyglądała ślicznie: miała fryzurę typu ślimaki, a grzywka nareszcie nie spadała jej na oczy. Włożyła krótką, czarną sukienkę (taką samą jak Ariana Grande w teledysku "Popular song" z Mika) i czarne buty na obcasach. Wyglądała ,slicznie.
-Profesorze, przepraszam, że tak późno (nie wiedziała która godzina), ale musiałam pomóc umalować się Ginny, Lunie, Parvati, Padmie, Cho, Hermionie, Lavender i jeszcze kilku innym dziewczynom.
-Nic nie szkodzi, bal się jeszcze nie zaczął.
-Chyba powinniśmy już wejść do sali-stwierdziła patrząc na zegar naścienny
Harry się spóźnił i nie mógł z innymi uczestnikami turnieju zacząć balu. Gdy wpadł do sali, jego uwagę przykuła ubrana na czarno, tańcząca para. Kiedy zorientował się kto to jest, spadły mu okulary.
-Biedna Emily, Snape zmusił ją do pójścia z nim na bal, trzeba jej jakoś pomóc.-powiedział do Rona
Kiedy Severus poszedł po napoje chłopcy podbiegli do koleżanki.
-Emily, wiej! Odciągniemy uwagę Snape'a, a ty tymczasem uciekniesz. Wiemy, że cię zmusił, wariat jeden.
-Chyba was coś! To ja poprosiłam profesora Snape'a, aby poszedł ze mną na bal. W życiu stąd nie pójdę, nie bez niego!
Okulary Harego ponownie spadły i tym razem roztrzaskały się o podłogę.
-Oculus Reparo.-wymamrotała Emily-A teraz spadajcie, nie widzicie, że ja tu czekam? Żegnam.-dziewczyna odeszła szybkim krokiem, takim jak miał zwyczaj wpadać do sali Snape.
-Się zmieniła, od tego czasu, kiedy ją poznaliśmy, nie Harry?
Bal minął parze cudownie. Oboje tańczyli znakomicie walca i wszystkie inne tańce.
Po balu Severus podszedł do Emily.
-Brudna szlama.-powiedział z takim wyrazem twarzy, jakby miał zwymiotować.
-To, że ktoś jest półkrwi, nie znaczy od razy, że jest lepszy.-łzy zebrały się w jej oczach króre nagle zrobiły się zimne i szare

Rozdział 9

NOC, DORMITORIUM DZIEWCZĄT, SLYTHERIN
-Dlaczego ty u licha jeszcze nie śpisz, White?!-wykrzyknął Snape
-Przepraszam za nieuprzejmość, ale obawiam się, że to samo pytanie mogłabym zadać również panu.-spokojnie odrzekła Emily
-Po pierwsze pełnię dyżur. Po drugie nie muszę się nikomu tłumaczyć. Za to co TY robisz o tak później porze?
-Mugole nazywają to nocą filmową. Włącza się takie magiczne urządzenie-pokazała na swojego dziewiętnasto calowego laptopa- i odtwarza nakręcone przez ludzi filmy.
-A co takiego ciekawego oglądasz, że uważasz, że to ważniejsze od spania?
-No... kiedyś była taka mugolska pani, nazywała się Joanne Kathleen Rowling i ona miała jakby dar jasnowidzenia. I napisała serię książek z niewyobrażalnie bezsensownym tytułem : "Harry Potter". Opisała to wszystko co się działo, dzieje i będzie działo, choć jej wizja nie była zbyt dokładna. Nie widziała ona części wydarzeń i osób. Ale... te osoby można pominąć, ponieważ nie są zbyt ważne.
-Na przykład kto?
-No... w jej wizji nie było-Emily westchnęła ciężko-mnie. No ale co tam... Na podstawie jej książek nakręcono aż osiem filmów. Najgorsze były w ostatniej.
-Np?
-O tym wolała bym nie mówić. Ja lepiej się już położę...
-Poczekaj... musisz coś zobaczyć.
-JA?!
-Pośpiesz się.
-Ale tak w koszuli nocnej?!
Chwilę potem byli już na błoniach.
-Wsiadaj.-pokazał na pięknego gryfa
-Jak się nazywa?
-Lily.
-Hmm... to ciekawe.
-Co jest takie ciekawe, jeżeli można wiedzieć?
-Bo widzi pan, kiedyś, jeszcze przed przeprowadzką i pójściem do Hogwartu, nasz sąsiad posadził róże tak, że układały się w imię Lily. Niestety nie dbał o nie, więc kiedy przyszła do mnie moja koleżanka, przeszłyśmy do jego ogrodu, a że wtedy zaczęły pojawiać się moje moce sprawiłam, że były z powrotem piękne.
-To niemożliwe.
-Niby dlaczego?
-Bo to był mój ogród i miałem tylko jednych sąsiadów, a oni mieli córkę z brązowymi włosami, a do tego ślicznie śpiewała.
-Mogę udowodnić, ale nie mam nastroju do "Eleanor Rigby" ani "Derniere Danse", ale chyba może być i to:

Donnez-moi une suite au Ritz,
je n'en veux pas.
Des bijoux de chez Chanel,
je n'en veux pas.
Donnez-moi une limousine,
j'en ferais quoi ?

Offrez-moi du personnel,
j'en ferais quoi ?
Un manoir a Neufchâtel,
ce n'est pas pour moi.
Offrez-moi la tour Eiffel,
j'en ferais quoi ?


Je veux d'l'amour, d'la joie, de la bonne humeur.
Ce n'est pas votre argent qui f'ra mon bonheur.
Moi j'veux crever la main sur le cœur.

Allons ensemble découvrir ma liberté.
Oubliez donc, tous vos clichés.
Bienvenue dans ma réalité.


J'en ai marre d'vos bonnes manières.
C'est trop pour moi.
Moi je mange avec les mains
et j'suis comme ça.
J'parle fort et je suis franche.
Excusez moi.

Fini l'hypocrisie moi,
j'me casse de là.
J'en ai marre des langues de bois.
Regardez moi.
Toute manière j'vous en veux pas
et j'suis comme ça.
J'suis comme ça.

(ZAZ "Je Veux").
I co?
-Nie spodziewałem się, że to ty. Nie rozumiem jednak pewnej rzeczy, tamta dziewczyna miała brązowe włosy i ciemną cerę, a ty jesteś, no co ty dużo mówić, jej przeciwieństwem.
-O takich włosach mówisz?-jej włosy zrobiły się kasztanowe, a cera ciemna-Hmm... tak myślałam
-No nic, ale spójrz w dół.
Emily spojrzała w dół i zobaczyła jej twarz z białych i czarnych róż.
-Ja... nie wiem... co... powiedzieć-wymówiła ze łzami w oczach

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 8

OBIAD
-Drodzy uczniowie, dzisiaj czara ognia wylosuje osoby, które wezmą udział w turnieju trójmagicznym. Poza tym, chciałem przedstawić wam nowego nayczyciela obrony przed czarną magią, profesora Gandalfa.
-Uczestnikiem z Drumstrangu jest... Wiktor Krum! Beuxbatons reprezentuje... Fleur Delacour. Ostatnim uczestnikiem jest Cedryk Diggory.- powiedział Dumbledore
Z czary wyleciało jeszcze jedno nazwisko.
-Harry Potter- wykrzyknął Albus
Kiedy się odwrócił, w jego głowę uderzyła kolejna, już piąta karteczka.
-WTF!? Emily White.


PO KOLEJNEJ LEKCJI ELIKSIRÓW
Emily została w sali z Severusem. Po dziesięciu minutach milczenia, wreszcie zdobyła się na odwagę.
-Profesorze... wiem... że... takie pytanie może... nie przystoi uczennicy... ale... czy pójdzie pan ze mną na bal bożonarodzeniowy?
Z ręki Snape'a wyleciała fiolka. W życiu nie spotkała go taka sytuacja. A jednak nie wiedział co powiedzieć. Nie zdążył odpowiedzieć, bo tuż po zadaniu pytana rozległ się łomot. Nauczyciel obrócił się i zobaczył, że Emily tak się bała, że odmówi, że aż straciła przytomność.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
-Gdzie ja jestem-powiedziała sennym głosem dziewczynka
Znajdowała się w skrzydle szpitalnym. Przypomniała sobie, że przed chwilą stała w sali eliksirów.
-Przepraszam, jakim cudem się tu znalazłam?


NA KOLEJNEJ LEKCJI ELIKSIRÓW
Snape pochylił się nad kociołkiem Emily, niby to sprawdzając jakość mikstury.
-Tak-wyszeptał Severus

środa, 18 lutego 2015

Rozdział 7

CZWARTY ROK NAUKI W HOGWARCIE. LEKCJA ELIKSIRÓW
Kto rozpozna ten eliksir?-zapytał profesor Snape
Zgłosiła się tylko Emily
-Panno White, proszę powąchać ten eliksir.
-To eliksir miłosny. Każda osoba odczuwa przy nim inny zapach. Ja na przykład czuję płatki róży, czekoladę i tort malinowy.
-Tak. Dziesięć punktów dla Slytherinu. Teraz przyrządzicie taki sam. Kto wykona zadanie bezbłędnie otrzyma dwadzieścia punktów dla swojego domu.
Godzinę później...
-Panie Potter to nie pachnie jak eliksir miłosny, tylko jak stare skarpety.
-Jako jedyna przyrządziła go dobrze Emily.
Kiedy Snape układał składniki do eliksirów w szafie na to przeznaczonej, Emily stanęła obok jego biurka i wyciągnęła z torebki flakonik.
-Emily, nie wlewaj mi nic do herbaty.
-Dobrze, ja już pójdę lepiej na zielarstwo. Do widzen...
-Poczekaj jeszcze chwilę. Od dzisiaj będziesz chodziła na dodatkowe zajęcia z eliksirów.

Rozdział 6

Kilka miesięcy później, Harry, Ron i Emily dowiadują się, że ofiarą bazyliszka jest Ginny.
-Trzeba powiedzieć Lockhartowi czego się dowiedzieliśmy!-powiedział Harry
-Serio? Na poważnie uważasz, że taka fajtłapa jak Gilderoy pokona bazyliszka. Jest tylko jedna osoba, którą możemy poprosić o pomoc.
Po pięciu minutach w gabinecie Snape'a.
-Profesorze! Profesorze!-wykrzyknęła dziewczynka wpadając do pokoju
-Tak?-odpowiedział nauczyciel
-Bazyliszek porwał Ginny! Tylko pan może nam pomóc ją uratować!
Po chwili przez korytarze biegły cztery postaci. Trójka uczniów i nauczyciel weszli do ukrytego pomieszczenia pod toaletą dla dziewczyn. Ron zobaczył skórę bazyliszka i przeraźliwie wrzasnął. Podłoga się zatrzęsła i z sufitu spadła góra kamieni. Po obu stronach zostały dwie osoby. Od strony wyjścia Harry i Ron, a po stronie dalszej części korytarza Severus i Emily.
-Trudno, pójdziemy sami, a wy przez ten czas usuńcie trochę kamieni, żebyśmy mogli przejść!-zawołała dziewczynka
W KOMNACIE TAJEMNIC
Emily podbiegła do ciała Ginny. Nagle podszedł go niej duch Toma Riddle'a.
-Czego chcesz, Vooldemort?-Chamsko odezwała się dziewczynka
Nagle z wody wynurzył się bazyliszek. Emily wyciągnęła z torebki miecz Gryffindora.
-Jak?!?!-zdziwił się Snape
-W tej torebce jest niemalże wszystko-Accio kanapka z nutellą! O, proszę.
Potem, jedną ręką walczyła z przerażającym potworem, zaś drugą jadła drugie śniadanie. Po chwili wbiła bazyliszkowi miecz w paszczę. Wyrwała mu kilka kłów i jeden wbiła w dziennik, a resztę wrzuciła do torebki. Ginny obudziła się i cała trójka wyszła z pomieszczenia.

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 5

ROK  PÓŹNIEJ-DRUGI ROK NAUKI EMILY W HOGWARCIE

Jako że w Hogwarcie po odwiedzinach bazyliszka nie było bezpiecznie po lekcji oklumencji, Severus zaproponował, że odprowadzi ją, do pokoju ślizgonów, a dziewczynka uprzejmie się zgodziła. Kiedy szli obok siebie korytarzem mogło by być nawet romantycznie, gdyby Emily nie potknęła się o krzywą deskę w podłodze i nie runęła na ziemię z hukiem. Ów deska odsunęła się i jakaś brudna ręka chwyciła ślizgonkę za nogę. Dziewczynka krzyknęła, ponieważ założyła swoje najładniejsze, idealnie białe skarpetki. Severus złapał ją za rękę i próbował wyciągnąć, ale porywacz był silniejszy. Gdy Emily zniknęła w dziurze, bał się, że już nigdy nie zobaczy uczennicy, którą tak polubił i był do niej przywiązany. Coś zawsze mu się w niej podobało. Nie wiedział czy była to czarna grzywka zasłaniająca prawe oko dziewczynki, czy może zgrabny nosek, czy regularnie rozmieszczone piegi i blada cera. Wiedział, że jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju.

Kiedy dziewczynka nie pojawiała się na zajęciach przez kilka następnych dni, Snape powiadomił Dumbledora o zaginięciu panny White. Nauczyciele kazali uczniom udać się do dormitoriów, a sami wszczęli poszukiwania. Severus nie poszedł jednak do wyznaczonego obszaru poszukiwań, ponieważ miał przeczycie, gdzie znajduje się dziewczynka. Zszedł po schodach na najniższe piętro Hogwartu. Nikt od dawna tu nie wchodził. Spojrzał w dół i zobaczył ślady butów na podłodze. Poszedł wydeptanym szlakiem i otworzył drzwi, za któryni prawdopodobnie był porywacz. Jego przypuszczenia się potwierdziły. W kącie siedziała związana dziewczynka.
-Witaj Severusie.-powiedział mężczyzna, którego nie zauważył Snape-A może raczej Smarkerusie?
-Nie obrażaj go!!!!!!!-krzyknęła Emily i pomimo związanych rąk świetnie celując rzuciła napastnikowi w głowę
Snape ze zdziwieniem przyglądał się jak to patelnia rzucona przez ślizgonkę trafia w głowę śmierciożercy, a on sam z głuchym tąpnięciem upada na podłogę.
Severus podbiegł do dziewczynki i rozciął jej więzy. Powiedział, że wyprowadzi ją z lochów. Kiedy on szedł już w kierunku drzwi, Emily jeszcze stała w miejscu i otrzepywała spódniczkę i sweterek. Nagle na napastnik wstał, wycelował różdżkę w niczego nie świadom nauczyciela.
-Avada kedavra!-wykrzyknął
Zanim promień zaczął lecieć w stronę Severusa, dziewczynka pobiegła w kierunku Snape'a krzycząc:
-Nieeeeeeeee!
Popchnęła go i zrobiła unik, by nietrafiło jej zaklęcie.
Kiedy nauczyciel się ocknął, zobaczył, że Emily bije się z nieprzyjacielem, a zaraz potem zadaje cios kończący i wróg pada na podłogę jak długi. Kiedy przeciwnik jeszcze się podnosił, ślizgonka krzykneła krótko:
-Sectumsempra!
Kiedy szli po lochach szukając schodów Severus zapytał się ślizgonki
-Bez obrazy, ale jak ty jedna, sama, bez niczyjej pomocy się z nim rozprawiłaś? I skąd znasz zaklęcie Sectumsempra? Przecież ono nie zostało nigdzie nie opublikowane.
-Po pierwsze, nie miałam lepszej okazji by wypróbować to cacko.-podrzucała w ręku patelnię-Po drugie to wyglądałoby głupio, że nikt nie potrafił mnie znaleźć, więc jak by kto pytał, to nie ja się uratowałam, tylko profesor mnie uratował. Po trzecie użyłam tego zaklęcia, bo uważam, że jest co najmniej genialne, oraz nadzwyczajnie praktyczne. Po czwarte, świetnie wiem, kto je napisał, wiem też, że tan kto je napisał, napisał przy nim krótki opis "na wrogów", więc pomyślałam, że to zaklęcie jest idealne na tą okazję. A po trzecie, pytał pan, profesorze jak udało mi się pokonać dorosłego mężczyznę, dwa razy większego i dwa razy cięższego ode mnie? To proste. Kiedy jeszcze nie uczyłam się w Hogwarcie, przes kilka lat  trenowałam karate.
-Mówiłaś, że wiesz, kto napisał to zaklęcie, mogłabyś mi to wyjaśnić? Od kilku lat się nad tym głowię.
-Och profesorze, ja naprawdę uważam, że z zaklęć, którymi można się obronić, to jest zdecydowanie najlepsze. I założę się, że osoba, która je napisała dobrze wie kto je napisał, i ta osoba właśnie robi sobie ze mnie żarty.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 4

TYDZIEŃ PRZED KOŃCEM SEMESTRU

Emily poszła do swojego dormitorium. Czekała ją jedna z najstraszniejszych rzeczy w ich życiu. Za pośrednictwem Rona kupiła trzy bilety do ośrodka ze smokami w Rumunii, którym opiekuje się jeden z Weasley'ów. Postanowiła napisać w nim, że jej rodzice i brat są zaproszeni do ów ośrodka i niemożna dokupywać osobnych biletów dla dzieci w wieku jedenastu lat. Dzięki temu będzie mogła zostać w Hogwarcie na przerwę świąteczną. Martwiła się, że będzie tęsknić za rodziną, ale pomyślała, że jakoś da sobie radę. W sumie będą tu też jej przyjaciele.

WIGILIA GODZINA 23.18
(mniej więcej teraz odbywa się scena dobrze znana z filmu, gdy Harry odwiedza bibliotekę w pelerynie niewidce.)

Emily weszła do biblioteki. Pożyczyła od Luny widmookulary, więc dobrze widziała Harrego. Chwyciła go za ramię. Chłopiec podskoczył ze strachu, ponieważ nie zauważył koleżanki.
-Harry, potrzebuję twojej peleryny niewidki. Ważna sprawa, nie pytaj.-powiedziała dziewczynka-Proszę.

Emily szła w pelerynie po Hogwarcie. Nie do końca wiedziała, w którą stronę ma się kierować.
Wiedziała tylko jedno-musi to zrobić. Po godzinie bezsensownego błądzenia wreszcie dotarła na miejsce. Cicho rozchyliła drzwi, zamknęła je za sobą i otworzyła torbę.
-Accio prezenty.-wyszeptała, a do jej rąk wpadły trzy duże paczki.
Dziewczynka starannie ułożyła je na biurku. Zaraz potem poszła do swojego pokoju. Kiedy tak leżała i nie mogła zasnąć postanowiła, że jutro odda pelerynę Potterowi.

PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT, WCZESNY RANEK

Severus Snape wstał już o szóstej rano. Kiedy wszedł do swojego gabinetu, ogarnęło go zdziwienie. Zobaczył, że na jego biurku leżą paczki. Było to dla niego niezwykle szokujące, ponieważ prezentów na święta, nie dostawał już od parunastu lat. Wszystkie były podpisane tak samo "dla najlepszego nauczyciela wszech czasów". Zaniemówił. Nigdy nie był lubiany, a tu nagle taka miła niespodzianka. Otworzył pierwszą paczkę. Była w niej duża i gruba książka pod tytułem "Jak dostać się na posadę nauczyciela obrony przed czarną magią" autorstwa Laurent Puckle. Tytuł był dość ciekawy. W drugiej paczce były płyty jego ulubionych zespołów "Emigrate", "ZAZ", "Indila" i "MENK". Najbardziej spodobał mu się jednak trzeci prezent. Był to śliczny, ręcznie robiony album na zdjęcia. Otworzył go na pierwszej stronie. Znajdowała się tam fotografia, z pierwszej lekcji oklumencji, kiedy to Emily rzuciła się mu na szyję. Zdarzenie to wyjątkowo zapadło mu w pamięć. Po kolei przerzucał kartki. były tam różne zdjęcia. Między innymi to, na którym dziewczynka łapie przypominajkę, a on z otwartymi ustami się na nią patrzy. Już wiedział, kto podrzucił mu prezenty. Nagle dostał (zdarzyło mu się to pierwszy raz w życiu) atak śmiechu. Ujrzał fotografię z lekcji eliksirów, kiedy mikstura Emily wybuchła, tak, że grzywka uczennicy podleciała do góry, a on patrzył na nią ze zdziwieniem. Było to dość dziwne, ponieważ dziewczynka miała duży talent, pomijając to, że gdy już skończy warzyć eliksir patrzy nieobecnym wzrokiem w pustkę.

Rozdział 3

PIERWSZA LEKCJA LATANIA NA MIOTŁACH

-Dzień dobry, dzieci.
-Dzień dobry, pani Hooch.
-Stańcie po lewej stronie miotły, wyciągnijcie nad nią ręce i powiedzcie "do mnie". Potem unieście się nad ziemię i wylądujcie.
Neville podleciał do góry, ale nie mógł wylądować. Wznosił się wyżej i wyżej. Nagle spadł z miotły, pani Hooch podbiegła do niego i powiedziała:
-Zabiorę go do skrzydła szpitalnego. Jeżeli ktokolwiek przez ten czas wejdzie na miotłę, wyleci z tej szkoły szybciej, niż zdąży powiedzieć "quidditch".
-O, Neville zgubił przypominajkę! Schowam ją i niech sobie Neville znajdzie!-rzekł malfoy i podleciał go góry-Może na dachu?
-Oddaj mi ją natychmiast, Draco!-powiedziała Emily
-Bo co?
-Bo zaraz zrzucę cię z miotły.-wycedziła ślizgonka
-Jak chcesz to łap-chłopiec rzucił kulką z całej siły
Emily z zawrotną prędkością poleciała w kierunku lotu krągłego przedmiotu. Pech chciał, że akurat profesor Snape wyglądał przez okno. Tymczasem dziewczynka wylądowała obok reszty dzieci, i to z przypominajką w ręce. Na boisko szybkim krokiem wszedł Severus.
-White, natychmiast za mną.
Nauczyciel wszedł do jednej z sal i poprosił o zwolnienie jednego z uczniów.
-Flint, znalazłem ci nowego szukającego, Szukającego z talentem, a nie takiego pacana jak Higgs Oto Emily White, nowa człąkini drużyny.
-Ten pierwszoroczniak?!-wypalił Flint
Snape zgromił go wzrokiem.
-W takim razie witaj w drużynie, Emily.

Dziewczynka szła po korytarzu w towarzystwie Harrego, Rona i Hermiony.
-A więc jesteś jedynym pierwszoroczniakiem w drużynie od...-zaczął Ron
-...Od około stu lat. A tak z innej beczki, Harry, wiesz że twój ojciec też był szukającym.-odpowiedziała Emily
-Nie wiedziałem.

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 2

Emily w wieku jedenastu lat dostała list do Hogwartu. Miała wtedy bardzo jasną, niemalże białą karnację, duże szmaragdowe oczy, zgrabny, mały nosek i piegi. I jeszcze krótkie czarne włosy z zasłaniającą jedno oko grzywką. Patrzcie, ceremonia przedziału, przyjrzyjmy się temu.
-Emily White!-krzyknęła McGonagall
Emily usiadła na stołku, a nauczycielka nałożyła jej na głowę Tiarę.
-Proszę do Slytherinu,proszę, proszę.-wyszeptała
-Hmm... trudny wybór, ale jeżeli chcesz, chociaż, że to do ciebie niepasuje. Slytherin!!!
 Z powodu przyjaznego usposobienia inni ślizgoni jej nie lubili. Jej rówieśnik, Draco Malfoy wiecznie się nad nią znęcał, zaglądając w jej umysł. Zawsze doprowadzało ją to do płaczu, więc postanowiła poskarżyć się opiekunowi jej domu, Severusowi Snape. Ten zabrał ją do lochu i powiedział, że będzie ją uczył oklumencji. Emily wykrzyknęła: Dziękuję!, i przytuliła się do nauczyciela. Przeprosiła, i dalej ćwiczyli oklumencję, co zadziwiająco dobrze jej szło. W pewnym momencie zapytała:
-Profesorze, co by się stało, gdyby ktoś z uczniów dowiedział się, że  pan tak naprawdę nie jest zły?-powiedziała z niewinnym wyrazem twarzy.
Severusa Snape'a zatkało. Popatrzył podejrzliwie na uczennicę i zapytał co ma na myśli.
-No bo tak naprawdę to pan tylko udaje złego i wszyscy uczniowie nabierają się na pańską świetną grę aktorską i nikt nie spróbował patrzeć na to od innej strony, na przykład, że pan udaje, że ma pan serce z kamienia i nie ma pan uczuć. Ale to nie prawda, bo ja wiem, że pan tak naprawdę, jest bardzo miłym, dobrym i mądrym człowiekiem i to nie pan jest zły tylko durny James Potter, który był chamem i w sumie to dobrze, że Voldemort go zabił.
. Snape stwierdził, że świetnie jej idzie, i że następną lekcją mają jutro o tej samej godzinie. Po położeniu się do łóżka, Severus pomyślał, że bardzo lubi Emily, ale zastanawiało go, skąd u licha to wiedziała.

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 1

Trzyletnia Emily była bardzo ciekawą osobą. Zawsze uśmiechnięta, z niebieskimi oczami i związanymi w kitki blond włosami. Do tego była bardzo ciekawska. Zobaczyła, że w płocie sąsiada nie ma jednej deski. Oceniła szerokość i postanowiła wybrać się na wycieczkę. Przeszła przez dziurę i zobaczyła brzydki, niezadbany ogród. Przy dużym drzewie siedział jakiś czarnowłosy pan i czytał jakąś starą książkę. Podeszła do niego.
-Deń dobly.-powiedziała najlepiej jak potrafiła
Sąsiad podniósł oczy znad książki i wstał.
-Na Lącki!-poprosiła dziewczynka
Podniósł ją i nosił.
Emily podniosła rączki, wyciągnęła się i złapała go za włosy i przez to, że były tłuste, natychmiast je puściła.


CZTERY LATA PÓŹNIEJ
 Emily miała siedem lat, ciemną karnację, kastanowe i bardzo ciemne brązowe oczy. 
-To co, Mary? Idziemy?-powiedziała do najlepszej przyjaciółki, którą zaprosiła na nocowanie
-No jasne. Po tym co mówiłaś, muszę to zobaczyć.
Dziewczynki przeszły na drugą stronę płotu. Nie bały się, że ktoś ich przyłapie, ponieważ długo szpiegowały sąsiada i widziały, że wyszedł do sklepu. Podeszły do zaniedbanych róż. Emily podniosła ręce na wysokość roślin. Skupiła się na tym, co chce zrobić i nagle róże zaczęły robić się z powrotem czerwone. Rośliny niebyły już uschnięte. Dziewczynki wróciły do ogrodu Emily. Dziewczynka przewiesiła sobie gitarę.
-To patrz teraz!-wykrzyknęła Emily
Sąsiad wszedł do ogrodu. Dziewczynka weszła na drzewo w ogrodzie i podniosła ręce (dokładnie tak jak Elsa budując zamek w Frozen). Nagle drzewo zaczęło rosnąć, gałęzie robiły się grubsze. Gdy była już bardzo wysoko Emily wzięła gitarę i spojrzała na ogród obok. Sąsiad upuścił reklamówki z zakupami. Emily zaczęła śpiewać:


Oh ma douce souffrance
Pourquoi s'acharner tu recommencesJe ne suis qu'un être sans importanceSans lui je suis un peu "paro"Je déambule seule dans le métroUne dernière dansePour oublier ma peine immenseJe veux m'enfuir, que tout recommenceOh ma douce souffrance
Je remue le ciel, le jour, la nuitJe danse avec le vent, la pluieUn peu d'amour, un brin de mielEt je danse, danse, danse, danse, danse, danse, danseEt dans le bruit, je cours et j'ai peurEst-ce mon tour ?Vient la douleur...Dans tout Paris, je m’abandonneEt je m'envole, vole, vole, vole, vole, vole, vole
Que d’espérance...Sur ce chemin en ton absenceJ'ai beau trimer, sans toi ma vie N'est qu'un décor qui brille, vide de sens
Je remue le ciel, le jour, la nuitJe danse avec le vent, la pluieUn peu d'amour, un brin de mielEt je danse, danse, danse, danse, danse, danse, danseEt dans le bruit, je cours et j'ai peurEst-ce mon tour ?Vient la douleur...Dans tout Paris, je m’abandonneEt je m'envole, vole, vole, vole, vole, vole, vole
Dans cette douce souffranceDont j'ai payé toutes les offensesÉcoute comme mon cœur est immenseJe suis une enfant du monde
Je remue le ciel, le jour, la nuitJe danse avec le vent, la pluieUn peu d'amour, un brin de mielEt je danse, danse, danse, danse, danse, danse, danseEt dans le bruit, je cours et j'ai peurEst-ce mon tour ?Vient la douleur...Dans tout Paris, je m’abandonneEt je m'envole, vole, vole, vole, vole, vole, vole

(Indila "Derniere danse")

Po chwili namysłu zaśpiewała jeszcze:

Ah, look at all the lonely people 
Ah, look at all the lonely people 

Eleanor Rigby 
picks up the rice in the church where a wedding has been 
Lives in a dream 
Waits at the window, 
wearing the face that she keeps in a jar by the door 
Who is it for? 

All the lonely people 
Where do they all come from ? 
All the lonely people 
Where do they all belong ? 

Father McKenzie 
writing the words of a sermon that no one will hear 
No one comes near. 
Look at him working. 
Darning his socks in the night when there's nobody there 
What does he care? 

All the lonely people 
Where do they all come from? 
All the lonely people 
Where do they all belong? 

Ah, look at all the lonely people 
Ah, look at all the lonely people 

Eleanor Rigby 
died in the church and was buried along with her name 
Nobody came 
Father McKenzie 
wiping the dirt from his hands as he walks from the grave 
No one was saved 

All the lonely people 
Where do they all come from? 
All the lonely people 

Where do they all belong?

(The Beatles "Eleanor Rigby")

Spojrzała na ogród. Dopiero teraz spostregła, że róże w jego ogrodzie ułożone są w napis Lily. Emily zeskoczyła z drzewa (a była bardzo wysoko). Sąsiad i Mary myśleli, że spadając złamie kręgosłup, lub jeszcze gorzej. A Emily nie spadała. Ona szybowała i nie było to normalne.