niedziela, 15 stycznia 2017

Rozdział 20

Cóż, Jula powiedziała, że mam tydzień, więc proszę bardzo! Panie i panowie, oto rodział 20
Użyta piosenka - My Chemical Romance "I'm not okay (I promise)"

♥♥♥
Rok szkolny mijał bardzo powoli. Mieliśmy coraz więcej nauki, sprawdzianów i prac domowych, przez co mniej czasu spędzałam na myśleniu o Snape'ie. Już niczego nie byłam pewna. Jakaś część mnie, ukryta głęboka w podświadomości, mówiła mi, że moja miłość do niego nigdy nie minęła. Jak można było się spodziewać, nie dopuszczałam do siebie tej myśli, zgrabnie udając, że uczucie umarło śmiercią naturalną. Jeśli przez takową rozumie się cierpienie, łzy i ból, to owszem, naturalną. Ciągle zastanawiałam się nad tym co mi powiedział. Znaczy się, powiedział Lily, ale w sumie to mi. Chyba moje myśli są dość mocno pogmatwane, czyż nie? No trudno, jakoś się połapiecie. Chyba. Bo ja nie mogę.
Rzuciłam zaklęcie wyciszające na baldachim mojego łóżka i przysunęłam do siebie gramofon. Odkryłam, że to jedyne urządzenie, na którym, w tym głupim zamku, można słuchać muzyki. Wysunęłam z okładki płytę analogową i ułożyłam w tym przedpotopowym odtwarzaczu. Ustawiłam igłę i przesunęłam winyl tak, aby zaczął grać piosenkę, która najbardziej oddawała moje emocje w tamtej chwili. Już po pierwszych nutach intra z mojego gardła wydobyły się słowa pierwszej zwrotki, a chwilę potem całej piosenki
Well if you wanted honesty, that's all you had to say
I never want to let you down or have you go, it's better off this way
For all the dirty looks
For photographs your boyfriend took
Remember when you broke your foot from jumping out the second floor?
I'm not okay
I'm not okay
I'm not okay
You wear me out
What will it take to show you that it's not the life it seems? (I'm not okay)
I told you time and time again you sing the words but don't know what it means
To be a joke and look
Another line without a hook
I held you close as we both shook for the last time
Take a good hard look
I'm not okay
I'm not okay
I'm not okay
You wear me out
Forget about the dirty looks
The photographs your boyfriend took?
You said you read me like a book, but the pages all are torn and frayed
I'm okay
I'm okay
I'm okay, now
(I'm okay, now)
But you really need to listen to me
Because I'm telling you the truth
I mean this
I'm okay (trust me)
I'm not okay
I'm not okay
Well, I'm not okay
I'm not o-fucking-kay
I'm not okay
I'm not okay (okay)

Już wiedziałam co robić. Wyłączyłam muzykę i zwlokłam się z łóżka. Przebrałam się w pierwsze lepsze czyste ubranie i popędziłam do lochów. Dosłownie chwilę później byłam już przed gabinetem mistrza eliksirów, wahając się, czy zapukać.

Jesteś gryfonką, dasz radę! Pomyślałam. Zebrałam się w sobie i zastukałam do drzwi profesora. Jako, że nikt mi nie odpowiedział, weszłam do Sali i intuicyjnie się rozejrzałam. Podskoczyłam, jak oparzona, kiedy usłyszałam głos Severusa stojącego gdzieś w ciemności.


-50 punktów od Gryffindoru, za wejście bez pozwolenia. Kolejna 25 za nieumiejętne używanie metamorfomagii. Nieprzekonujące przebranie pani Potter, nie miała takiego irytującego głosu. 

niedziela, 8 stycznia 2017

Heh

HYHYHYHYHYHY
Dobra, na poważnie! Uwaga, powracam ^^ Normalnie bym tego nie zrobiła, ale moja bff mi kazała xD (kocham cię Jula, pozdrawiam, dzidzia!) Otóż tak szczerze, to nawet zapomniałam o tym blogu, ale mam bardzo dużo weny, więc wracam jako 14 letnia Emilia, mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wchodzi :) Oczekujcie posta w najbliższym czasie!
:*

poniedziałek, 12 października 2015

650 wyświetleń

Moi koffani ♥♥♥♥♥ Bardzo dziękuję, że jeszcze tu wchodzicie, mimo, że już dawno nic nie pisałam. Chciałam zobaczyć, czy są tu jakieś komentarze, i okazało się, że już równo 652 wyświetlenia. Naprawdę, nie wiecie, jak się cieszę, że tu wchodziliście♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Mam nadzieję, że nie zasmuci was fakt, że zamykam tego bloga. Chciałabym tylko wam powiedzieć, że mam nowego bloga na koncie wspólnym z moją najukochańszą przyjaciółką Julą. Narazie postów jeszcze nie ma, ale niedługo zaczniemy pisać. 
Akcja rozgrywa się w XIX wieku. Główna bohaterka, Emilie, jest dwórką na zamku 35 letniego cesarza Francji, Napoleona. Życie toczy się spokojnie, dopóki...
A co dopóki to dowiecie się, jak zajrzycie.
Wasza koffffffająca was całym sercem
Emily Snape alias Emilia alias Po Prostu Żona Snape'a alias Ja
Żegnajcie

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 19

Ten rozdział dedykuję mojej nauczycielce polskiego, pani Okońskiej, którą bardzo lubię i bardzo bym chciała, by czytała mojego bloga. Bardzo dziękuję też moim przyjaciółkom, zwłaszcza Gosi i Mary, które twierdzą, że jestem wariatką i mówią "Emilia, twój mąż jest głupi, brzydki i nie myje głowy. Przestań się w nim bujać!". Dziękuję im, ponieważ zrozumiałam przez to, jak ważne jest to, żeby mieć własne zdanie i nie zmieniać go ze względu na wszystko. Dziękuję też Kasi. Kiedy zapytałam ją, w którym domu powinnam być stwierdziła "W Slytherinie, ponieważ nikt nie kocha Snape'a bardziej niż ty.", choć miałam nadzieję, że powie o Gryffindorze. And now: last but not least, czyli dziękuję też Klarze, która zachwala desery mojej mamy.


Ja i Luna poszłyśmy na lekcję eliksirów. Usiadłyśmy w trzeciej ławce. Kiedy Snape wchodził do sali, jego peleryna łopotała za nim jak skrzydła nietoperza. To tak pięknie i romantycznie wygląda. Czy ktoś widział równie przystojną osobę? Zaraz potem rozpoczęło się przepytywanie. Odpowiadałam jako szósta.
-Jaki jest najważniejszy składnik w eliksirze Wiggenowym?
-W eliksirach wszystkie składniki są równie ważne. Jednakże poprawną odpowiedzią na pańskie pytanie będzie kora drzewa Wiggen.
Postanowiłam dowiedzieć się co o mnie myśli. Trochę legilimencji nie zaszkodzi.
'Głupia szlama będzie mi się tu wymądrzać.' Postanowiłam uciąć sobie z nim telepatyczną pogawędkę.
-Ja jestem czarownicą czystej krwi z przeczystego rodu Black'ów. Nie życzę sobie, by o mnie źle mówiono.-odpowiedziałam mu i w takim tępię jak on wpada na lekcję, ja wyszłam z sali.
-Masz szlaban u mnie o 19.00!-zdążył wykrzyknąć
-Luna patrzyła na moje wyjście z podziwem. O matko! Szlaban! Tym razem zachowam się poprawnie i z godnością jak na czarownicę przystało. Zmieniłam wygląd włosów na taki, jaki miała Luna. Zawsze uważałam, że jest śliczna. Korytarzem przechodził Malfoy ze swoimi gorylami.
-Słyszeliście, że Voldemort kazał wujowi Snape wykraść miecz Gryffindora i go przynieść?
Malfoy też jest zabójczo przystojny. I taki...Z przemyśleń wyrwał mnie jego głos.
-O patrzcie! Szlama zmieniająca domy!
-Wyobraź sobie, że nie szlama, tylko pełnokrwista czarownica, ze starożytnego rodu Black'ów.-poszłam sobie
Kilka godzin później poszłam porozmawiać z Jęczącą Martą. Ja jedyna ją lubiłam. Wcale nie uważałam, że jest brzydka, nawet przeciwnie, uważałam ją za ładną.
-Witaj Marto!-powiedziałam, kiedy weszłam do toalety
-Cześć.
Nagle usłyszałam odbijające się zaklęcia.
-Co tu się dzieje?-spytałam
-Chłopcy się biją.
Wyciągnęłam różdżkę i pobiegłam za ich głosami.
-Potter przestań! Potter przestań natychmiast!-wykrzyknęłam
Harry mnie nie słuchał :(. Nagle zobaczyłam, z kim pojedynkuje się Harry.
-Sectumsempra!-powiedział Potter
Kiedy zaklęcie trafiło Dracon'a (w którym się zauroczyłam) postanowiłam wkroczyć do akcji.
-Expelliarmus!-wytrąciłam i złapałam różdżkę Harrego
Podbiegłam do Malfoy'a. Uklękłam nad nim.
-Vulnera Sanantur vulnera sanantur  vulnera sanantur.-wymawiałam, póki nie zagoiły się rany przystojnego chłopca
Draco ciągle leżał nieprzytomny na moich kolanach. Chwyciłam za kołnież Harry'ego i przyciągnęłam  go do siebie.
-Słuchaj no uważnie co ci powiem. Malfoy jest najprzystojniejszy  w szkole i do tego w moim wieku. Więc radzę ci nie zepsuć jego twarzyczki, bo srogo za to zapłacisz.-powiedziałam cicho
Nagle do łazienki wpadł Snape.
-Co tu się dzieje?-zapytał chłodno
-Ciekawe, Emily użyła tych samych słów gdy tu weszła...-powiedziała Marta, choć nikt jej nie słuchał
-Co po niektórzy nie wiedzą, kiedy stosować zaklęcie Sectumsempra. Jeszcze chwila, a Draco by się wykrwawił.
-Taaak. Emily go uratowała jakimśtam zaklęciem.
Severus spojrzał na mnie pytająco.
-Vulnera Sanantur.-odpowiedziałam

Szłam opustoszałym korytarzem do lochów. Głupi szlaban. Ale było warto. Nie mam nic do mugoli, ale niech wie, że ja jestem czarodziejem. Zapukałam. Usłyszałam warknięcie, które prawdopodobnie było zaproszeniem. Zauważyłam, że w kącie stoi gablota z mieczem Gryffindora. Już go znalazł! Nieprawdopodobne. A jednak nie oddał go Voldemortowi. Może jednak nie jest zły! Podeszłam do niego w podskokach i przytuliłam tak, jak dobrego przyjaciela, z którym mamy iść na koncert ulubionego zespołu. Nagle na moich ustach pojawił się wielki uśmiech. Byłam szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Szczęśliwa jak nigdy. Pewna wiadomość trafiła mnie jak grom z jasnego nieba. To był ktoś, kogo chciałam przytulać.
-Wysłać sowę do świętego Munga? Czy kompletnie ci się w głowie poprzewracało? Do nauczyciela się przytulasz?! Idź do Longbottoma albo Pottera! Oni w przeciwieństwie do mnie byliby zachwyceni!-zaczął na mnie krzyczeć, co wywołało jeszcze większy uśmiech
-Profesorze, to gnębiwtrysk wleciał mi do ucha i pomieszał w głowie.-powiedziałam-One to często robią.-dodałam z poważną miną
-Gnębi-co? Pod ścianą masz kociołek, tu książka i masz uwarzyć eliksir żywej śmierci.
-Dobrze.
Wow! Tego to się nie spodziewałam. Myślałam, że będę czyścić kociołki, a tu warzenie eliksirów. Toż to nagroda, a nie kara! Zaczęłam gotować. Kiedy tak mieszałam, moje myśli popłynęły w stronę Snape'a. Nie wiem, dlaczego wszyscy uważają, że jest brzydki. Nie, żebym się znała, ale moim zdaniem jest zabójczo przystojny. Gdybym mogła tam podejść, odgarnąć mu z twarzy te kosmyki opadające z nieładem na oczy. Tak, oczy. Spojrzałam mu w jego piękne, czarne oczy i utopiłam się w nich. 
-Skup się na mieszaniu, a nie gapisz się jak sroka w gnat. Ściany nie widziałaś! Ech... zupełnie jakbym rozmawiał z Lovegood.
-Już skończyłam.-odpowiedziałam opanowanie
Sprawdził konsystencję, zapach i wszystko inne.
-Pierwszoroczny puchon wykonałby to zadanie lepiej. Jednakże nie jest aż tak źle, jak się spodziewałem.
-Dziękuję, profesorze.-uśmiechnęłam się promiennie i spojrzałam mu w oczy
-Z czego się cieszysz, wariatko?-zapytał z tym samym wyrazem twarzy co zawsze, jednak teraz widać było, że jest zdziwiony
-Ze słów krytyki.-powiedziałam, uśmiechając się tak, że pojawiły mi się dołeczki w policzkach
-Chyba nie liczyłaś na pochwałę?
-Nie, wiedziałąm, że poszło mi źle.
-Kolejny szlaban jutro o 18.00
-Dobrze. Do widzenia, profesorze.

Byłam już wykąpana i leżałam w łóżku czytając Władcę Pierścieni. Inne dziewczyny już spały, ale nie ja. Lubiłam czytać do późna. Nagle niebo za oknem zrobiło się czarne. Ryknęły pioruny. Wydawało mi się, że śmierciożercy chcą zburzyć zamek. Przeraziłam się. Byłam cały czas w mundurku. Miałam rozpuszczone włosy, które teraz były ciemnobrązowe. Nagle wszystkie światła zgasły. Ściskając książkę wybiegłam z sypialni i pokoju wspólnego. Miałam zamknięte oczy ze strachu. Biegłam na oślep. Uderzyłam głową w ostry róg ściany. Poczułam straszny ból, jakby pękła mi głowa. Poczułam, że krew zpływa mi po twarzy. Otworzyłam jakieś drzwi, potem kolejne i na końcu jeszcze jedne, mniejsze. Weszłam do malutkiego pomieszczenia, które było bardzo małe, tak małe, że ledwo się w nim mieściłam. Poczułam przyjemne łaskotanie. Zrobiło mi się zimno. Pociągnęłam za jedną ze zwisających łaskoczących rzeczy. Przykryłam się materiałem, który znalazł się w mojej ręce. Nie miałam zakładki, więc trzymałam w książce palec, by pamiętać, gdzie skończyłam. Zasnęłam.

                                         *****zmiana*narracji*****
Wszedłem do komnaty. Podszedłem do szafy. Kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem skuloną postać przykrytą moją peleryną. Miała całą zakrwawioną twarz. Boże święty. Skąd się tutaj wzięła Emily?! Dlaczego miała zakrwawioną twarz?! UMARŁA?! Stwierdziłem, że oddycha. Wziąłem ją na ręce. Podszedłem do łóżka i położyłem ją na nim. Popatrzyłem na nią. No  tak, krew! Wziąłem malutki ręczniczek, namoczyłem go i przetarłem jej twarz. Pojąłem jak cudownie wygląda jej śliczna, blada twarz na tle długich do pasa, bardzo ciemnych, brązowych włosów. Odgarnąłem jej grzywkę z czoła. Ujrzałem wielką ranę. Przyniosłem eliksir gojący ranny i wylałem kilka kropel na jej twarz. Po chwili po szramie nie było śladu. Wyjąłem książkę z jej rąk. Otworzyłem na stronie, na której skończyła czytać. Doszła do momentu, kiedy Froda ugryzł ten wielki pająk. Strona była w niektórych miejscach mokra. Prawdopodobnie przy czytaniu płakała.Wyczarowałem czarną, koronkową zakładkę. I wsadziłem ją do książki. Wyszedłem z pokoju.

                                         *****zmiana*narracji*****
Obudziłam się na pięknym łożu z czarną pościelą. Ściany w komnacie także były czarne. Obok mnie leżała taca z talerzem, na którym był croissant i kubkiem pełnym brązowej cieczy. Leżała tam kartka z dobrze znanym mi pismem. "Masz zjeść śniadanie. Choćby się waliło i paliło masz wypić zawartość kubka. Kiedy przyjdę, zajmę się tobą. " Pochłonęłam croissanta i wzięłam do ręki kubek. Wygląda jak kakao. Powąchałam. Pachnie jak kakao. To jest kakao! Wypiłam cały kubek i poszukałam wzrokiem książki. Choć pokój był ciemny, to jednak przytulny. Było tam tylko jedno okno. Wstałam z łóżka i poczułam tępy ból w głowie. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Poczułam jak lekki, poranny wiaterek owija mą twarz. Zobaczyłam Giny grającą z Harrym i Ronem w eksplodującego durnia. Pod drzewem siedziała Hermiona i uczyła się eliksirów. Ironia losu. Luna pewnie była w lesie i karmiła testrale. Na moje szczęście parapet był szeroki i mogłam na nim usiąść. Wyczarowałam kartkę i napisałam na niej : "Giny, jestem chora, prawdopodobnie mam pękniętą czaszkę i nie będzie mnie przez kilka dni na zajęciach. Nie martw się o mnie, jestem w dobrych rękach." Złożyłam samolocik, i rzuciłam go w stronę przyjaciółki. Wpadł prosto do jej ręki. Widziałam jak go otwiera i czyta, a potem pokazuje chłopcom. Po chwili podeszła też Hermiona i przeczytała list. Ruszyli do lasu, prawdopodobnie po Lunę. Kiedy cała piątka była razem poszli do skrzydła szpitalnego biorąc ze sobą Neville'a. Kiedy ból w czaszce się wzmocnił wróciłam do łóżka. Wzięłam książkę i powróciłam do lektury. Gdybym mogła wejść do książki... Przyłożyłabym pająkowi, razem z Frodem wyrzucilibyśmy pierścień, a potem wyszła bym za wspomnianego wcześniej hobbita. Wróciłam myślami do Snape'a. Przecież zachował się cudownie opiekując się mną. Kiedy znalazł mnie w szafie, mógł mnie zawlec za włosy do skrzydła szpitalnego albo dobić jednym zaklęciem, a tu proszę. Położył mnie na JEGO WŁASNYM łóżku, przykrył mnie JEGO WŁASNĄ kołdrą i do tego dał mi jeść. Niewiarygodne. Nagle do komnaty wszedł obiekt mych przemyśleń.
-Jak się czujesz?-zapytał ponuro
-Dziękuję, dobrze, ale strasznie boli mnie głowa.
-Masz pękniętą czaszkę, ale za kilka dni będziesz zdrowa.
AAA!!!! Pęknięta czaszka! Ratunku! Popatrzyłam na niego wielkimi ze strachu i zdziwienia oczami. Nie spodziewałam się pękniętej czaszki.
-Za kilka dni wrócisz do nauki.-uspokoił mnie


Kiedy się obudziłam było już późno. Obok mnie leżało śniadanie. Tym razem były to dwie kanapki z serem brie, jedna z nutellą i miseczka musli z mlekiem. Boże! Ja tyle nie zjem! Jednakże uprzejmość nakazuje zjeść. Zjadłam. Zauważyłam, że głowa już mnie nie boli. Postanowiłam poczekać z wyprowadzką na Snape'a. Nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudziłam się bardzo wcześnie. Była 7.45. Za piętnaście minut śniadanie. Zauważyłam nauczyciela krzątającego się po pokoju.
-Dzień dobry!-powiedziałam
-Myślałem, że będziesz tak spała przez sto lat.-wymruczał
-Już wyzdrowiałam, dziękuję za opiekę.-zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć pobiegłam sprintem do swojego pokoju
Po przebraniu się w czyste ubrania ruszyłam do wielkiej sali. Wszyscy już siedzieli na swoich miejscach. Usiadłam obok Giny.
-Gdzie byłaś przez te trzy dni?! Nie było cię w skrzydle szpitalnym?!
-Spokojnie. Byłam w dobrych rękach. Osoba, o której mówię zaopiekowała się mną lepiej, niż zrobiłaby to pani Pomfrey.
-Kto to?
-Tego nie mogę ci powiedzieć.

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 18

Kiedy się obudziłam, zerknęłam do lustra i ujrzałam mą okropną fryzurę. Uczesałam się i ułożyłam włosy w zgrabny kok. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy się obróciłam, na moim stoliku leżał list. Poczta jest przy śniadaniu. To musi być coś na prawdę ważnego. Otworzyłam go.
                                          Droga Lily
Przyjdź dzisiaj na herbatę, o 19.00, muszę z tobą porozmawiać.
S.S.
O matko! Czego on ode mnie chce? Odpiszę mu.
                                         Severusie,
niestety, o godzinie 19.00 mam ważne spotkanie. Czy mogłabym wpaść za 10 minut?

Chwilę później przyszła odpowiedź.

  Oczywiście.

Szybko poszłam do łazienki, przebrałam się i szłam do lochów. Zapukałam.
-Proszę.-powiedział markotnym głosem
-Pisałeś.-stwierdziłam
-Tak. Proszę.-podał mi filiżankę i wskazał miejsce
-O czym chciałeś pomówić?
-Jajużcięniekocham.-powiedział szybko
Spojrzałam na niego pytająco.
-Otóż, wbrew moim zasadom, poczułem dużo więcej, niż powinienem czuć do uczennicy.
Byłam zdziwiona. O kogo mu chodzi? O Giny, Hermionę, Lunę?
-Kto to?-powiedziałam chłodno
-Emily White.-Zakrztusiłam się, przez przypadek rozlałam trochę herbaty
Szybkim, zdecydowanym krokiem wyszłam z jego gabinetu.
-Żegnaj, Severusie.-rzuciłam przez ramię
Poszłam do mojego pokoju. Zaczęłam płakać.
-Dlaczego mi ma zepsuć życie? Dlaczego?-wyszlochałam
Postanowiłam iść do Giny. Opowiem jej wszystko, a ona mi coś doradzi.
-Giny, musisz mi pomóc.
-Co się stało?
-A jak wyobrażasz sobie największą katastrofę świata?
-Wybuchła ci lewa stopa?-powiedziała żartobliwie
-Gorzej.
-No co?
-Snape się we mnie zadurzył.-powiedziałam płaczliwie
-Jak to?
-Powiedział, że czuje coś za dużo do uczennicy. Najpierw myślałam, że to ty, Hermiona lub Luna. Najbardziej obstawiałam Lunę.
-Ale powiedział Ci to wprost?
-Oj, oczywiście, że nie. Znów byłam Lily.
-Katastrofa! Przecież chyba co mi opowiadałaś to go nie lubisz.
-No on nieźle tańczy. Nie czekaj, on nie tańczy dobrze. On tańczy najwspanialej na całym świecie. Jakby uczył się tego od dziecka.-powiedziałam rozmarzonym głosem.
-To dobrze. Przecież w tym roku też będziemy mieć bal. Dumbledore mówił, że bale będą co dwa lata. Może cię zaprosi.
-Zaprosi mnie? Straciłby honor. No wiesz, zaprosić uczennicę?
Podeszła do nas Hermiona.
-Emily, Profesor Dumbledore prosi cię do gabinetu.
-Znowu? Nic nie zrobiłam.
Zapukałam do drzwi gabinetu Dumbledore'a. Drzwi otworzyły się same.
-Usiądź, żebyś się nie przewróciła.
-Przepraszam, dlaczego miałabym się przewrócić?
-To może być dla ciebie wielki wstrząs.
-Boże, ktoś zginął?-moje oczy zrobiły się szklane
-Nie. Mój przyjaciel szperał w aktach urodzin i znalazł ciebie.
-No przecież, ja też się kiedyś urodziłam.
-Tak, ale daj mi dokończyć. Znalazł ciebie w drzewie genealogicznym jednego z najstarszych czarodziejskich rodów. Tak naprawdę nazywasz się Emily Black.
-A moja mugolska rodzina? Przecież ja nie jestem czystej krwi. Jestem szlamą.
-Nie obraża cię to słowo?-spytał z podziwem-Nie spotkałem się z takim przypadkiem.
-Ktoś już kiedyś mnie tak nazwał i przestało mnie to obchodzić.
-Wracając do twojej mugolskiej rodziny. Podrzucono cię tam kiedy twoja matka, Walburga Black zmarła.
-To teraz nie będę już mieszkała z mugolami? Będzie mi ich brakowało.
-Będziesz musiała zamieszkać ze swoim bratem.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Z Syriuszem.
-To dobrze że z Syriuszem. Kiedy widziałam portret mamy, wydawało mi się, że wszyscy z Blacków są tacy i wyjątkiem jest tylko Syriusz.
-W ferie jedziesz na Grimmauld place.
-Ale będę mogła pisać do dotychczasowej rodziny?
-Oczywiście.

Pobiegłam pod portret prowadzący do pokoju wspólnego krukonów. Szybko zgadłam zagadkę i weszłam szukać Luny.
-Luna, pomocy.-powiedziałam, gdy siedziałyśmy na fotelach
-Co się stało?
-Masa nieszczęść.
-Jakich?
-Snape się we mnie buja, jestem czarodziejem czystej krwi i nie będę mieszkała z rodziną którą znałam i kochałam.
-Że co?
-Ale co co?
-No a z kim będziesz mieszkała?
-Z moim bratem.
-Masz brata?
-Syriusz.
-To on nie zginął?
-To długa historia.

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 17

Przybyłam do Hogwartu. Nagle, ogłoszono, że jestem prefektem. JA?! TO JAKAŚ WIELKA POMYŁKA! Znaczyło to, że mam własny, fajniej wyposażony pokój. To akurat jest spoko. Na pierwszej przerwie przybiegł jakiś pierwszak, i powiedział, że profesor Dumbledore mnie prosi. Ja chyba nic nie przeskrobałam, no nie? Zapukałam i drzwi się otworzyły. Dyrektor kazał mi usiąść.
-Pewnie zastanawiasz się po co cię tu sprowadziłem?
-No tak.
-Widzisz, profesor Snape zrobi coś takiego, że wszyscy go znienawidzą, zakon feniksa nie będzie mu ufał. Niestety, nie mogę ci zdradzić co to będzie.
-Profesorze, ależ nie musi mi pan tego mówić, ja to WIEM.
-A niby skąd? I w takim razie co się stanie?
-Moich źródeł nie mogę zdradzić, ale modę chętnie opowiedzieć o tym wydarzeniu. Otóż, Voldemort kazał Draconowi zabić pana. Jednakże niikt nie wierzy w to, że mu się to uda. Powiedział pan Snape'owi, że to on będzie musiał pana zabić. A profesor Snape dokona tego bez problemu.
-No nie spodziewałem się, że ktokolwiek o tym wie. Ale przejdźmy do twojego zadania.
-Szczerze mówiąc, trochę się boję.
-Jak, już mówiłem, nikt nie będzie mu ufał. Ty jako jedyna będziesz znała prawdę. Dlatego, musisz często przychodzić do lochów i od czasu do czasu porozmawiać z Severusem.
-ŻE CO!-to był cios poniżej krytyki, tego się kompletnie nie spodziewałam-Ale JA? Nie mógłby ktoś ze ślizgonów? Lub chociaż ktoś, kogo lubi profesor Snape? On za mną nie przepada, i w sumie to wzajemnie. Ale w wakacje...-urwałam kiedy zdałam sobie sprawę, co powiedziałam
-Cóż takiego wydarzyło się w wakacje?
-No ja uratowałam dwie osoby. Profesora Snape'a i moją przyjaciółkę Klarę.
-A przed czym ich uratowałaś?
-Klarę przed śmiercią. A profesora Snape'a... przed Azkabanem.
-Przed czym?!
-No azkabanem... to takie niezbyt miłe miejsce z dementorami.
-Ale jak to?
-Bo o mało jej nie zabił Avada Kedavrą.
Profesor uniósł brwi w geście zapytania.-Jak go postrzymałaś?
Westchnęłam-Patelnią.-powiedziałam ze smutkiem w głosie
-I co zrobiłyście, jak rzuciłaś w niego patelnią?
-No, zjadłyśmy ciasteczka, które przyniosłam. Ale ja nie nadaję się do pocieszania Severusa. Luna byłaby lepsza. Jej nie da się nie lubić.
-Nie, wiem co robię, wybierając cię do tego zadania.
-Pójdę już.
Chciało mi się płakać. Przecież on mnie nienawidzi. Inaczej po co by się mścił. A może to nie była zemsta... Załamał się, kiedy mówiłam, że się przeprowadzam. Może nie znalazł wolnego domu w sąsiedztwie. Postanowiłam to sprawdzić. Poszłam do mojego pokoju, i zaczęłam poszukiwania zdjęć Lily Evans. Mam! Chwilę później, byłam dokładnie taka wysoka jak Lily. Wyglądałam jak ona. A, mundurek! Przebrałam się w sukienkę, taką, jak miała Lily. Ruszyłam do lochów. Zapukałam.
-Proszę.
-Severusie...-zmieniałam swój głos, na ten, który miała jego zmarła ukochana
-Lily?!-podskoczył ze zdumienia
-Oczywiście.-podeszłam do niego-Ślub z Potterem nie był prawdziwy. To tylko sztuczka. Kocham tylko ciebie.-ściemniałam dalej
-Ja...no..KOCHAM CIĘ LILY!-rzucił mi się na szyję
Uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Nasze twarz się zbliżyły. Dzieliły nas tylko centymetry. I stało się. Pocałował mnie. Najpierw słabo, potem coraz mocniej. To było wspaniałe. Zaczął ciągnąć mnie do sypialni. Przestraszyłam się, wyrwałam się mu. Uciekałam najszybciej jak mogłam. Wygląd zmieniłam z powrotem w pokoju.
-To było... GENIALNE!-nie wiedziałam, że tak potrafi
Podeszłam do biurka, chwyciłam pergamin i zaczęłąm pisać drżącą ręką.
                                         Drogi Severusie,
przepraszam Cię, za to, co się stało. Nie powinnam uciec. Muszę wyjeżdżać, ale wrócę tu za kilka miesięcy.
Kocham Cię szczeże,
Lily
Wzięłam sowę i wysłałam. Wyszłam do pokoju wspólnego. Podeszła do mnie Ginny.
-Umiesz dochować tajemnicy?-spytała
-Żebyś wiedziała. Jestem jakby szkatułką z sekretami, w tym moimi.
-Twoimi?
-A dałabyś radę być zadurzona w czwórce facetów, i nikomu nie powiedzieć. Choćby sobie?
-Chyba nie. Zakochałam się w Harry'm.
-Fantastycznie! On już wie?
-No coś ty!
-A ty możesz obiecać, że nikomu nie powiesz?
-Pewnie.
-Tylko się nie śmiej, dobrze.
-Dawaj.
-Ja... całowałamsięzeSnape'em!
-Żartujesz!
-Nie. Myślał, że jestem Lily.
-Lily?
-Potter.
-ŻE CO!
-On się w niej buja.
-Ale powiesz mu, że to ty?
-W życiu! Miałabym przechlapane do końca mych dni!

Rozdział 16

Były wakacje. Ubrałam się jak zwykła mugolka. Krótkie jeansowe spodenki i limonkowa, luźna bluzka. Wzięłam klucze i wyszłam z mieszkania. Szłam na próbę naszego zespołu, MENK. Kiedy szłam po schodach zgasło światło. Potknęłam się i przekoziołkowałam się przez dwa piętra. Upadłam na coś dziwnego. Światło się zapaliło.  Leżałam... na Snape'ie!
-Cholera! Czy za każdym razem kiedy spadam, musi mi się pan podkładać?! Gdybym raz w życiu nie mogła "polecieć" na kogoś przystojnego?!-powiedziałam, otrzepując ciuchy
-Nie zapominaj, że jestem nauczycielem i zaraz od...
-Co? Odbierze mi pan punkty? W wakacje pan nie uczy. Całe szczęście, że jutro się przeprowadzam na wieś.

Kolejnego dnia, kiedy już dojechałam na wieś, której nazwy nie mogę zdradzić, albowiem mieszka tam moja przyjaciółka, stałam przed drzwiami domu Klary.
Otworzyłam drzwi do sieni.
-Klaro, upiekłam twoje ulubione ciasteczka.-powiedziałam
Nagle usłyszałam krzyk. Wbiegłam do salonu a tam o dziwo stał Snape. Celował różdżką w moją najlepszą przyjaciółkę.
-Avada...-nie zdążył do kończyć
-Ej, gacek! Zabierał łapska od Klary!-krzyknęłam i po raz kolejny dostał patelnią
-To się robi nudne.-wymamrotał, zanim stracił przytomność
-Emily!-wykrzyknęła uszczęśliwiona-Dziękuję! Skąd ty się tu wzięłaś?
-Mieszkam w domu obok. A, właśnie! To jest jeden z nauczycieli z Hogwartu.
-Rzuciłaś patelnią w nauczyciela?!
-No wiesz, na blasze były ciastka. A poza tym niezbyt go lubię.
-Chwiła, czekaj! Czy to przypadkiem nie jest Severus Snape?
-Taaa. Owszem.
-Nigdy go nielubiłam
-Aha...
-Co on tu robi?
-A ja wiem? A! Wiesz! Chciał się zemścić!
-Na mnie!? Co ja mu u lich zrobiłam?!
-Nie na tobie. Na mnie.
-Emilia... Co ty mu zrobiłaś?
-Zdenerwowałam się wtedy...
-I?
-Rzuciłam w niego patelnią?
-Gdzie?
-Wolisz nie wiedzieć.
-Ouh...
-No, i poprawiłam zaklęciem...
-Mocnym?
-No...
-Wcale mu się nie dziwię. Jak zgaduję nigdy go nie lubiłaś.
-Źle zgadujesz. Przez cztery lata kochałam go prawdziwą miłością. Ale po tym co zrobił...
-Co?
-...Na-a-azwał... mni-i-i-ie szlamą...-wyjąkałam
-Jak mógł!
-Na piątym roku mówił, że jesteś głupia.
-Co?!
-Pożałował. Powiedziałam, że jesteś sto razy mądrzejsza od niego, i jego brudnych włosów. No i incydent z patelnią.
-Dzięki...
-Ale nie można go tu tak zostawić. Niedługo twoi rodzice wrócą. A! No tak! Moi pojechali na szkolenie! Nie ma ich przez tydzień! Pomożesz mi? Myślisz o tym co ja?
-Pewnie! Zatłuczemy go patykiem i zakopiemy w ogrodzie!
-Och Klaro... Chętnie bym tak zrobiła! Ale zaniesiemy go do pokoju gościnnego w moim domu!
-A... Spoko...
-Ale wersja z patykiem fajniejsza.
-A jak już go zaniesiemy...
-...to wybudzimy go robiąc imprezę!
-Zapraszamy...
-Mary, Kate i Nadię!

To już koniec rozdziału. Chciałam tylko powiedzieć, że wymienione wyżej dziewczyny istnieją, tak samo jak nasz zespół MENK. Niestety postać Klary zmieniłam. Tak na prawdę, jest miłą, grzeczną i uczynną dziewczyną, która chodzi ze mną do klasy. Wielkie dzięki za wystąpienie w historii. Pozdrowienia dla Klary, Kate, Mary i Nadii.