wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 13

Witajcie! Zanim zaczęłam pisać, chciałabym chociaż powiedzieć, że ten i kolejne rozdziały dedykuję Black Blow, której wspaniałe komentarze ciągle motywują mnie do dalszego pisania.

Poszłam się pakować. Jutro przecież wyjeżdżam na tą głupią wyprawę ze Snape'em. Do mej torebki bez dna wsadziłam namiot, śpiwory, przenośne palenisko, trochę jedzenia, książki i inne potrzebne rzeczy.
NAZAJUTRZ
Szybko wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w czarne getry i T-shirt, który przywoływał najwspanialsze wspomnienia. Zrobiła go bowiem moja najlepsza przyjaciółka w świecie mugolskim, Klara. Teraz widuję się z nią tylko w wakacje, kiedy występuję w przedstawieniach francuskojęzycznych przygotowywanych przez jej mamę. Pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam na dziedziniec. Snape z Dumbledore'm już czekali.
-Macie tu świstoklik, odlatuje za 30 sek.
Poczułam ciągnięcie w okolicach pępka. Chwilę potem byliśmy w górach. Zarzuciłam na siebię ciepłą bluzę.
-Poczekaj tu, sprawdzę czy jest bezpiecznie.-powiedział
-Nie jestem małą dzidzią.-wymamrotałam kiedy się trochę oddalił i poszłam za nim
Jak on może iść, to ja tym bardziej. Jeżeli zginie, to będę się mogła poprzyglądać. Jeżeli coś mu się stanie to ja tu zginę. Pomyślałam, już nie tak odważnie. Dla bezpieczeństwa wyciągnęłam różdżkę. Kiedy przypadkowo nadepnęłam na gałązkę, padł na mnie jego wzrok. Pomyślał pewnie, że ktoś go śledzi. Nie mylił się zbytnio, przecież podążałam jego śladem.
-Mówiłem, żebyś została!-wycedził
-Profesorze, ja także wiele rzeczy mówiłam podczas swego żywota i przez cały ten czas, poza przyjaciółmi nikt, absolutnie nikt mnie nie słuchał!-odpowiedziałam z podniesioną głową
Maszerowaliśmy dalej w milczeniu. W sumie jest nawet ładny. EMILIA! CO TY GADASZ! Może gdyby nie był taki niemiły... Pff spadajcie, głupie myśli! Jesteś tu żeby znaleźć nauczyciela, a nie by zabujać się w innym. Co by powiedział Cedryk. Kiedy mój chłopak grał w mugolskich filmach, błyszczał tylko w słońcu, teraz w szkole błyszczy cały czas :). Nagle pojawiła się gęsta mgła. Nad naszymi głowami latały zaklęcia. Już jakaś "Avada kedavra" trafiłaby mnie w głowę, gdybym nie została popchnięta. Obudziłam się kilka godzin później na trawie. Snape na rzucał zaklęcia ochronne.
-Mógł mnie pan nie ratować. Miałabym spokój od tej głupiej misji.
-Rzeczywiście, bardzo ucieszyłoby mnie patrzenie na twoją śmierć, ale miałem wystarczająco dobry humor.-mruknął-Radziłbym ci się już położyć, jutro cały dzień nieustannego marszu.
-Może i tak ale jestem już prawie pełnoletnia i nie rozumiem, dlaczego ja mam iść spać a pan nie?!
-Ponieważ nie zamierzam spać na trawie!
-O, jak widać jestem lepiej przygotowana od pana?! To dobrze, że na wyprawę pojechała choć jedna osoba, która umie się pakować! Ale nie... ona jest za mała, ona sobie sama nie poradzi!?
Wyciągnęłam różdżkę i z mojej torebki wyfrunął namiot. Rozłożyłam go za pomocą czarów i zaklęciem Vingardium leviosa umieściłam tam śpiwory.
-I co? Szczęka troszkę opadła?-powiedziałam z uśmiechem triumfu

1 komentarz:

  1. Witaj ;)
    Widzę, że starałaś się rozbudowywać zdania, co sprawiło, że lepiej się czytało ;) Rozdział oczywiście mi się bardzo podoba. Przez chwilę myślałam, że Snape stracił kanon, ale teraz sądzę, że wszystko z nim w porządku.
    Czytam dalej ;)

    Black Blow

    OdpowiedzUsuń